Wspomnienie pastora Anatola Matiaszuka

Wspomnienie pastora Anatola Matiaszuka (pastora zboru Emaus w Zielonej Górze 11.1970r. – 05.1982r.)

autor: Marian Biernacki

Dziś mija 15. rocznica śmierci pastora Anatola Matiaszuka, znanego i lubianego w całym kraju, nie tylko w środowiskach zielonoświątkowych, wykładowcy i kaznodziei Słowa Bożego oraz tłumacza z języka angielskiego. Bóg odwołał go niespodziewanie ze służby w wieku 53 lat, gdy zdaniem wielu jego talent kaznodziejski i inne uzdolnienia tak bardzo przydałyby się w dalszej pracy Pańskiej w naszym kraju.

Pastor Anatol Matiaszuk urodził się 6 stycznia 1945 roku w Austrii. Po ukończeniu studiów teologicznych na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie zaangażował się w służbę kościelną najpierw we Wrocławiu a potem w Zielonej Górze. Pracę duchową na Wybrzeżu rozpoczął w roku 1982, gdy został powołany na pastora gdańskiego zboru zielonoświątkowego przy ul. Menonitów (w miejsce odchodzącego na emeryturę śp. prezb. Sergiusza Waszkiewicza). Zamieszkał w Gdyni. W Gdańsku był to okres sporego ożywienia duchowego i nawracania się do Boga wielu młodych ludzi. Nowy pastor nie tylko potrafił nakarmić duchowo szybko rosnące grono wierzących, ale także dla wielu młodych braci stworzył warunki do zrobienia pierwszych kroków w kaznodziejstwie. Dzisiaj kilku z nich ma już swoją własną historię posługi Słowem i na dobre wpisało się do kaznodziejskich kręgów. Do grona tych zapalonych, młodziutkich ongiś kaznodziejów należą m.in. Tomasz Ropiejko i Tomasz Chaciński, jakże dobrze nam dziś znani i wypróbowani już pracownicy na Niwie Pańskiej.

Oto treść mojego wystąpienia pożegnalnego na cmentarzu w Gdyni w dniu 6 sierpnia 1998 roku:

„Czyż jest coś wspanialszego jak siłą wymowy
Utrzymać tłum ludzki na wodzy
Przyciągać ku sobie umysły
Naginać wolę lub odwracać od złego”

Powyższe słowa wybitnego męża stanu starożytnego Rzymu niewątpliwie można odnieść do osoby zmarłego Brata, bowiem Bóg obdarzył go bystrym umysłem, łatwością formułowania myśli oraz darem wymowy.
Jest to wielkim darem dla Kościoła, kiedy w jednym człowieku takie predyspozycje spotykają się z inspiracją Ducha Świętego i mogą być używane w dziele zwiastowania Ewangelii.
Osobiście w posłudze prezbitera Anatola Matiaszuka znajdowałem zawsze ziarno czegoś nowego, odkrywczego i byłem inspirowany do dalszej pracy duchowej.
Ta nagła śmierć, to wielka strata dla Kościoła pielgrzymującego nie tylko w Trójmieście, jednak w sercach tysięcy ludzi w Polsce pastor Anatol pozostanie na zawsze jako utalentowany mówca i kaznodzieja Słowa Bożego, a jego kazania nadal będą ożywiać nasze umysły i pobudzać nas do życia z Bogiem.

Lubiłem przebywać w towarzystwie Anatola. Było tak wesoło, że nawet największy smutas musiał się w końcu uśmiechnąć. Ale bywało też bardzo poważnie i inspirująco. Dziękuję Bogu, że przez ładnych parę lat mogłem się z nim przyjaźnić, zapraszać go jako kaznodzieję do prowadzonego przeze mnie zboru, widywać się z nim na co dzień i nabierać przy starszym towarzyszu entuzjazmu do dalszej pracy.

Do dziś nie rozumiem, dlaczego Tolek tak szybko od nas odszedł. Jakże chciałoby się dziś do niego pojechać; porozmawiać, poradzić się, posłuchać mądrzejszego i bardziej doświadczonego brata. Od piętnastu lat wciąż mam ten niedosyt i gdy przejeżdżam ul. Wielkopolską w Gdyni, na wysokości dawnej jego posesji serce wciąż mi jakoś mocniej pulsuje.