Trzcina nadłamana – Sacewicz Jerzy

Przeczytajmy słowa z księgi proroka Izajasza 42 rozdział od 1 wiersza: „Oto sługa mój, spolegać będę na nim, wybrany mój, którego sobie upodobała dusza moja. Dam mu Ducha swojego, on sąd narodom wyda (…) Trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu kurzącego się nie dogasi, ale sąd wyda według prawdy.”

Umiłowani moi, kiedyś Bóg mi pozwolił odwiedzić znajomego kompozytora, któremu z przyczyn administracyjnych zabrano kościelny instrument – pianino, którym posługiwał się komponując pieśni na chwałę Bogu. Gdy zabrano pianino z jego domu, serce jego było wypełnione smutkiem i goryczą, ponieważ ciężko mu było rozstawać się z tym instrumentem. Przypuszczam, że czuł się wtedy jak nadłamana trzcina. Jednak w tych ciężkich chwilach czuwał nad nim Ten, o którym było powiedziane, że „trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu kurzącego się nie dogasi”. Nie tylko podtrzymał tego brata na duchu i dodał mu otuchy, ale jeszcze sprawił, że mógł zdobyć własne pianino, które znalazło się w domu na tym samym miejscu co poprzednie. Pierwszym utworem muzycznym napisanym pod wpływem niedawnych przeżyć, była pieśń: „Trzcina nadłamana”. Gdy słuchałem jej w wykonaniu żony kompozytora, której sam akompaniował, byłem wzruszony do łez. wtedy przed moimi oczami stanęła postać Chrystusa, który nie dołamał żadnej trzciny, a niejedną już wyprostował, uleczył, ocalił.

Proszę spojrzeć choćby na jawną grzesznicę, którą faryzeusze przyprowadzili do Chrystusa ze słowami: „W zakonie nam Mojżesz przykazał takie kamienować, a ty co powiesz?” Niemiłosierny wyrok śmierci już zapadł. Kamienie były w pogotowiu. Czy wówczas to młode życie ludzkie nie było podobne do trzciny mocno nadłamanej? Ale w pobliżu był ten, o którym powiedziano „Oto sługa mój (…) On sąd narodom wyda (…) Trzciny nadłamanej nie dołamie (…)”. Z Jego ust padają słowa: „Kto z was jest bez grzechu, niech na nią pierwszy kamieniem rzuci”. Burza została rozładowana, sędziowie odeszli. Pozostała tylko ta biedna niewiasta, jak trzcina nadłamana, ze skruszonym sercem i duchem strapionym, uratowana od tak bliskiej śmierci i jej Zbawca, który rzekł: „Niewiasto! Gdzież są ci, co cię oskarżali? Nikt cię nie potępił? A ona odpowiedziała: Nikt, Panie! Wtedy rzekł jej Jezus: I ja cię nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz.” Czy to nie jest wspaniały obraz ratowania tych, którzy zginęli? Nadłamana trzcina została wyprostowana ręką Zbawiciela i ocalona. A czy dzisiaj ta sama ręka nie ratuje zdeptanych przez grzech dusz ludzkich? Czy nie słyszymy żywego świadectwa, jak On niejedną duszę wyciągnął z dołu szumiącego i błota lgnącego, postawił na skale zbawienia i włożył w usta nową pieśń? Ja i ty jesteśmy świadkami Jego działania.

A oto drugi obraz, który podaje Łukasz w 8 rozdziale. Widzimy tu człowieka opętanego przez złego ducha, który jest postrachem całej okolicy. Mieszka w grobach, chodzi nago i strasznie cierpiąc bije głową o skały. Nawet łańcuchy rozrywa mocą szatańską. Czy to nie jest trzcina nie tylko nadłamana, ale strasznie zmieżdżona? Ale zjawia się Ten, którego zadaniem było trzciny nadłamanej nie dołamać i lnu kurzącego się nie zagasić. Czy mógł przejść obojętnie obok tego nieszczęśnika? O, nie! Mocą swego Słowa wypędza złego ducha. Spełnia nawet prośbę demonów i pozwala im wejść w stado świń, byle tylko ginąca dusza była uratowana.

A czy w dobie dzisiejszej nie ma dusz opętanych w większym lub mniejszym stopniu? Czy On nie podchodzi z miłością również do ciebie, chcąc ulżyć twoim cierpieniom? Czy nie chce przyodziać twojej nagości szatą sprawiedliwości swojej, którą przygotował dla ciebie na krzyżu Golgoty? Czy nie słyszysz, jak mówi do ciebie po dokonaniu twego zbawienia: „Idź do swoich i powiedz im, jak wielkie rzeczy Pan z tobą uczynił!” Czy tak postępujesz, jak ów uzdrowiony, który na rozkaz Zbawiciela poszedł do krainy Gadareńczyków i złożył żywe świadectwo o tym, co Pan dla niego uczynił? Odpowiedz nie mnie, lecz Temu, który trzciny nadłamanej nie dołamał i lnu kurzącego się nie dogasił.

Wyobraź sobie knot tlący się w kaganku, w którym nie ma oliwy. Wydaje tylko swąd i dym. A gdzie światło, które powinno płonąć? Zgasło z braku oliwy. Pamiętaj jednak, że obok ciebie stoi Ten, który lnu kurzącego się nie dogasi i pragnie rozniecić iskierkę ognia miłości Bożej ledwo tlącą się w twoim sercu, poprawić twój świecznik, dolać oliwy Ducha Świętego, abyś znowu zapłonął pełnią życia duchowego, byś był prawdziwą światłością świata.

Pamiętaj, że obok ciebie stoi Ten, który cie umiłował aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Chce przyjść ci z pomocą we wszystkich problemach życia i błogosławić ci. Przyjdź w modlitwie do Niego.

——
Jerzy Sacewicz, Miesięcznik „Chrześcijanin” nr 11, 1977rok

*Artykuł publikujemy za zgodą wydawcy.