Uświęcająca wiara – Kulec Mirosław

„My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, natomiast dla powołanych – i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą. Bo głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza niż ludzie” (1Kor 1:23-25).

Zwiastowanie o krzyżu jest mocą Bożą i zwiastowanie Chrystusa jest mocą Bożą, gdyż nie ma zwiastowania Chrystusa bez krzyża! Dzisiaj częstokroć próbuje się zwiastować Chrystusa, ale to nie jest Chrystus zwiastowany ze Słowa Bożego. To jest dobry wujek z Ameryki, który pomaga nabywać majątek. Ale Słowo Boże mówi, że nie ma Chrystusa w oderwaniu od krzyża i nie ma żadnego krzyża w oderwaniu od Chrystusa. Krzyż jest narzędziem uświęcenia. Chciałbym dzisiaj dzielić się z wami słowem o uświęcającej nas wierze.

Słowo „uświęcenie” ma wiele znaczeń. Po pierwsze, uświęcenie znaczy stawać się podobnym do Chrystusa. Święty znaczy oddzielony. Święty to nie znaczy, że pachnie płatkami róż, że wygląda jak chory koń ze złożonymi rękami. Święty oznacza oddzielony. Uświęcenie to oddzielenie. Krzyż jest narzędziem uświęcenia dlatego, że odrywa nas od tego, czym jesteśmy. My nie mówimy o tym krzyżu z drewna. On nie zmieni ciebie. Ale ten krzyż, który kładziesz na siebie, przez który rezygnujesz ze swojego obrażalstwa, ze swojego spania, wygód i idziesz służyć – to jest prawdziwy krzyż i o takim tutaj mowa. Kiedy krzyż rozpoczyna swoje działanie, to w Kościele nie ma mądrych, profesorów, uczonych i dyrektorów, lecz są bracia i siostry i krzyż czyni nas jedno poprzez łaskę Jezusa. Krzyż czyni nas jedno, on jest mocą.

Chciałbym, byśmy dzisiaj w ten sposób spojrzeli na naszą wiarę, przez którą jesteśmy zbawieni i uświęceni (tzn. wprowadzającą nas w Chrystusa).

„Przez wiarę zabrany został Henoch, aby nie oglądał śmierci i nie znaleziono go, gdyż zabrał go Bóg. Zanim jednak został zabrany, otrzymał świadectwo, że się podobał Bogu. Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają” (Hbr 11:5-6).

Wiara, która uświęca. Wiara, która oddziela nas od rzeczywistości i przyzwyczajeń tego systemu. Wszyscy uczymy się tego. Nie jesteśmy w stanie podobać się każdemu – to pewne. Ale też nie otrzymaliśmy od Boga takich wymagań, aby się każdemu podobać. Bóg zobligował nas do dwóch rzeczy: chodzić z Bogiem i podobać się Mu. Amen. To są te dwie rzeczy, które na pewno mamy robić. A rezultatem tego będzie twoje i moje uczestnictwo w pochwyceniu. Henoch chodził z Bogiem i podobał się Bogu. Henoch przeżył pochwycenie i otrzymał wspaniałe świadectwo: podobał się Bogu. My nie możemy nic zrobić dla Boga. Ale wspaniałe jest jedno – możemy podobać się Bogu! To już jest coś. Bóg nie potrzebuje, żeby Mu ktoś pchnął sprawy do przodu, by lepiej Mu poszło. My możemy tylko podobać się Bogu.

Pomyślmy, kim był Henoch dla swoich rodaków, dla ówczesnych ludzi. Myślę, że był dla nich przede wszystkim człowiekiem śmiesznym. Śmiali się z niego na rynku, nazywali go marzycielem i niepoważnym. Był innym człowiekiem niż wszyscy. On z nimi żył, lecz nie był uczestnikiem systemu, w którym żyli. Takich ludzi jest wielu. Takich ludzi mamy praktycznie w każdej księdze Biblii. Możemy widzieć Daniela, który żył w Babilonie, lecz nie miał udziału w tym, co tam się działo. Daniel żył w Babilonie, lecz Babilon nie żył w Danielu. My żyjemy na tym świecie, lecz on nie może żyć w nas. Henoch żył w tamtych czasach, ale tamte czasy nie były w Henochu. Tamten system nie tkwił w nim. Ludzie drwili z niego: „Co to za dziwak, on rozmawia sam z sobą!”. Ja wiem jedno, Henoch nie był sam – on chodził z Bogiem. A jeśli chodził z Bogiem, to i rozmawiał z Nim. Był ze swoim Stwórcą i znalazł u Niego łaskę.

Kiedyś jeden czarnoskóry kaznodzieja powiedział, że pewnego razu Henoch poszedł tak daleko, że mu się już do domu nie opłacało wracać i Pan go zabrał. To są dla mnie trochę zabawne słowa, ale myślę, że wiele jest w tym prawdy. W pewnym momencie Kościół odejdzie tak daleko od tego, czym jest świat, od spraw tego świata, że Jezus zabierze nas już do Siebie.

Ludzie, którzy mijają nas codziennie rano, kiedy idziemy do pracy, do szkoły czy do sklepu, przyzwyczaili się, że jesteśmy, że gdzieś idziemy. Ale cały Kościół oczekuje powtórnego przyjścia Pana Jezusa. Ci, którzy mnie codziennie oglądają, pewnego dnia mnie nie zobaczą i będziemy na zawsze z Panem. Chwała Jezusowi!

Musimy w taki sposób głosić ewangelię. Chcę wam powiedzieć: zawsze, kiedy Kościół przestawał zwiastować krzyż i powtórne przyjście Jezusa Chrystusa, za kazalnice wchodzili ludzie, którzy zaczynali zwiastować majątek, bogactwo i psychologię. Dopóki było zwiastowane powtórne przyjście Jezusa, Kościół w drżeniu się na nie gotował. Nigdy nie wiemy, kiedy staniemy przed Panem. Dlatego Pan chce, byśmy byli zawsze gotowi na Jego przyjście. Nawet nie mamy żadnych gwarancji, że samochodem powrócimy do Chełma.

Znam wielu starszych ludzi, którzy żyją i dobrze się mają, a wielu młodych ludzi włożyliśmy już do grobu. To Bóg wyznacza, kiedy i jak wszystko będzie się działo.

Pamiętajmy – kiedy usuniemy kazania o tym, że Jezus jest blisko, za kazalnice przyjdą ludzie, którzy będą nas mamić. Bo skoro Jezus nie przychodzi, to hulaj dusza, piekła nie ma! Rób co chcesz.

Pewnego dnia ludzie zobaczyli, że nie ma Henocha. Pewnego dnia ludzie zobaczą, że nas nie będzie. Lecz tak nie stało się ze wszystkimi, tak stało się tylko z Henochem. Nie wszyscy znaleźli się w arce Noego, lecz tylko garstka. Nie wszyscy są Kościołem, ale też tylko garstka. Tylko garstka ludzi naprawdę wzdycha do Pana i tylko garstce zależy na czymś. Ludzie mówili: „Ten szaleniec zgubił się. Poszedł wariat i nie wrócił do domu. Ciekawe, gdzie on jest”. Ja wam powiem – Henoch nie zgubił się, to oni byli zgubieni. On miał społeczność z Bogiem, której oni nie mieli.

Nie można mieć społeczności z Bogiem nie rozmawiając z Nim, nie modląc się i nie szukając Jego oblicza. Jeżeli jesteś tylko w niedzielę w kościele, nie okłamuj się – nie masz nic wspólnego z Bogiem. Masz dużo wspólnego z religią. Jeszcze raz wam przypominam – to Biblia w rękach faryzeuszy stała się narzędziem ich zniszczenia. Ludzie czytający Słowo Boże doprowadzili własne życie do miejsca, w którym sam Jezus wskazał na nich palcem i powiedział: „Strzeżcie się ich!”.

Nie można chodzić z Bogiem i nie wierzyć w osobowego Boga. Dzisiaj ludzie wierzą w jakiegoś tam pana boga, niektórzy bozią go nazywają, niektórzy kobietę sobie na ścianie powiesili, figury stawiają. Mają boga takiego lub innego. Ale my mamy wierzyć w osobowego Boga. Boga, który jest konkretną osobą objawioną w Słowie Bożym. Mamy mieć pewność, że modlimy się do Tego, o którym mówi Słowo Boże, a nie wymyślonego przez nas boga, którego charakter tak sobie ułożyliśmy, jak nam pasuje. Pan ma swoją realność. Pan jest realny i chce nam się realnie objawiać.

Albo chodzimy z Bogiem, albo chodzimy drogami szatana. A pewnego dnia przyjdzie koniec na każdą z tych dróg.

Czasami oglądasz się za siebie i widzisz ludzi, którzy przekręcają Pismo. Chcą udowodnić, dlaczego mężczyźni w piecu ognistym nie spalili się. Mówią: „W jednym miejscu było zimniej i dlatego nie spłonęli. Chwała Bogu! To, co pisze Biblia jest prawdą”. Oni mówią kłamstwa! Im nic się nie stało dlatego, że Pan był z nimi. Amen. Inny kamyki bada – dlaczego Dawid zabił Goliata? I mówi, że to taka siła była w procy. Żadna siła w procy! Gdyby Dawid poszedł z maleńką łyżeczką do kawy, to zatłukłby nią Goliata jak psa. Wiecie dlaczego? Bo Bóg go wydał w jego ręce. Bóg był z nim.

Jeden uczony w Ameryce ostatnio udowadniał, że Jezus nakarmił 5000 ludzi, bo miał do dyspozycji pięć chlebów i dwa wieloryby. Dlatego mógł taką masę ludzi nakarmić. Ludzie w to wierzą. To jest naprawdę śmiechu warte! Ludzie ślepo w te rzeczy wierzą, nie zastanawiają się, w jaki sposób dwunastoletniemu chłopcu udało się przywlec dwa wieloryby. Ludzie dzisiaj wierzą w różne bzdury: w samouzdrawianie, w reinkarnację. Nie wiem jak w Czechach, lecz w Polsce i w Ameryce nietrudno jest spotkać ludzi, którzy twierdzą, że nie wiedzą kim będą w następnym wcieleniu. Ja nie wiem kim będziesz w następnym wcieleniu. Ja tłukę wszystkie muchy, karaluchy i komary znajdujące się koło mnie. Nie obchodzi mnie, kto to był wcześniej.

To są bzdury, które diabeł chce nawciskać ludziom. Ten sam profesor, który zastanawiał się nad wielorybami, twierdzi również, że rzeczywiście to, co jest pisane w Biblii jest prawdą. Izrael rzeczywiście przeszedł przez Morze Czerwone, bo w tym miejscu było 30 centymetrów wody. Biblia mówi, że tam nie było 30 centymetrów wody, ale, że oni przeszli po suchej ziemi! A w tym samym miejscu zginęły doborowe jednostki faraona. Nie wyobrażam sobie, jak najlepiej wyszkolone jednostki bojowe na rydwanach, jedne z najlepszych armii tamtych czasów, giną w 30 centymetrach wody.

I dlatego Bóg mówi, że głupi w sercu swoim powiedział: „Nie ma Boga”. Biblia również mówi, że kto słucha tych słów, lecz nie żyje według nich, jest przyrównany do głupiego.

Słowo Boże mówi nam, że najpierw musimy uwierzyć w to, że On jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają. Pierwsze to jest nasza wiara. A to drugie, to ma być nasze życie z Panem. Pierwsze to uwierzyć, że On istnieje, szukać Go, a kiedy przychodzi Jego nagroda – to nasze świadectwo.

Ludzie mają dzisiaj wiele sposobów, żeby wyjaśnić stworzenie świata przez coraz to głupsze naukowe teorie, które dla pozoru mądrości są otoczone naukowymi słowami i taką retoryką, że nikt już tego nie rozumie, ale brzmi tak mądrze! Kiedyś mówiło się kołdun albo czarownik, dzisiaj to jest bioenergoterapeuta. Zobaczcie, jaki diabeł jest sprytny. Kiedyś mówili: sodomita, homoseksualista, a dzisiaj to jest pan, który kocha inaczej. Bóg mówi: złodziej, a oni nazywają go zdewaluowanym. Szatan ma na wszystko swój język. On ma tyle sposobów, żeby wyjaśniać. Wyjaśniają stworzenie świata, publikują zdjęcia rozgwiazdy i mówią mi, że ja z tego powstałem. A ja czytam Pierwszą Księgę Mojżeszową i widzę, że wszystko, całe moje serce i każde źdźbło trawy, na które popatrzysz, prowadzi do rąk Stwórcy. Chwała Jezusowi! Wszystko prowadzi do rąk Stwórcy, kochani.

Byłem w Rosji. Widziałem potężne teleskopy, które badają całą przestrzeń kosmiczną i chcą znaleźć życie. Szukają UFO, ludzików w kosmosie, z którymi można byłoby porozmawiać. Badają, którzy to kosmici założyli cywilizację na Ziemi. Byłem w Ameryce, patrzę – takie same teleskopy jak w Rosji. I też szukają obcych cywilizacji, które życie na ziemi posiały. Amerykańscy uczeni słuchali szumów, które dochodzą z gwiazd. Używali do tego potężnych radarów. I kiedy zaczęli odtwarzać te szumy na magnetofonie, odkryli, że one brzmią jak symfonia. Nic nie jest przypadkowe, wszystko się powtarza, wszystko gra w wielkim porządku w kosmosie. Odkryli, że to wszystko jest z sobą bardzo zsynchronizowane, że wszechświaty i światy wspaniale współgrają z sobą, że szumią i brzmi to jak symfonia. Było to wielkim odkryciem naukowców w Ameryce.

Chcę wam coś powiedzieć. Setki, setki lat temu w Słowie Bożym zostało napisane: „Gdy gwiazdy poranne chórem radośnie się odezwały i okrzyk wydali wszyscy synowie Boży” (Job 38:7). Setki lat temu Bóg powiedział, że wszystko radośnie chórem się odzywa. Każde źdźbło trawki zaprowadzi was do rąk Stwórcy. Każde zwierzątko, każda maleńka istota będzie was prowadzić w ręce Stwórcy.

Człowiek szuka sobie piedestału, chwały. Pragnie stanąć na miejscu Boga, chce się ogłosić guru. Ale dla nas, bracia i siostry, jest przesłanie Słowa Bożego. Bóg mówi: Wy schronicie się w cieniu mojej ręki, w cieniu mych skrzydeł. Nie na piedestałach, nie w światłach reflektorów; dla was będzie schronienie w cieniu mojej dłoni. Chwała Jezusowi! Ja chcę stać w cieniu ręki Jezusa, w Jego cieniu się kryć, przy Nim jest najlepiej.

Moje serce raduje się, kiedy Pan nawiedza mnie na modlitwie, gdy spotykam się z braćmi. O godzinie szóstej spotykamy się razem i modlimy się. Jaka jest radość, kiedy Słowo Pańskie dociera, kiedy obecność Pańska jest z nami! Oczywiście dla ludzi to jest nie do przyjęcia. Wolą kopać gdzieś w grobowcach faraonów i nowej teorii szukać. Ale ja przyjmuję to Słowo i dziękuję mojemu Stwórcy. Mówię: Panie, cudownie mnie stworzyłeś. Wspaniałe są Twoje dzieła. Chcę Ciebie wielbić, chcę czekać z radością aż przyjdziesz. I chcę, żeby Bóg realnie otaczał moje życie. Jestem młodym człowiekiem, mam młodych braci koło siebie i nie zamierzam oszukiwać się religią tylko dlatego, że babka wierzyła lub dziadek wierzył. Nie obchodzi mnie, w co babka i dziadek wierzyli, chcę wiedzieć jedno: Jeżeli Bóg żyje, chcę, żeby był żywy i dla mnie. Amen. Pragnę doświadczać Pana, a nie słyszeć, że jest Bóg, ale gdzieś bardzo daleko. Chcę być blisko mojego Boga. Skoro On wzywa, gdy jest mi ciężko, kiedy mam łzy, bym przyszedł do Niego, to chcę wiedzieć, że mogę przychodzić. Kiedy choruję, to On mówi, bym przyszedł do Niego po uzdrowienie. Chcę po nie przychodzić! Chcę mieć Pana.

Każde stworzenie, wszystko oczekuje z niecierpliwością dnia, kiedy synowie Boży zajaśnieją, kiedy wszystko się zmieni. Każda rzecz zaprowadzi was do rąk Stwórcy. Ta sama ręka, która wszystko tworzyła, dalej rządzi i prowadzi życie każdego, kto swoje serce skruszył przed Nim.

Ubiegłą jesienią w Ameryce miała miejsce straszna afera, dlatego, że zginęło dziecko w ośrodku wczasowym w lesie. Rodzice wybrali się z maleńką dziewczynką w góry i stracili dziecko z oczu na szlaku. Rozpadał się śnieg, przyszły wicher i zamiecie. Zawiało całe lasy, wszystkie szlaki, nawet drogi zostały przykryte śniegiem. Śmigłowce musiały zawrócić, nie mogły w taką pogodę szukać dziecka. To dziecko nie miało jeszcze 5 lat, była to maleńka dziewczynka. Doskonale wyszkolone jednostki ratownictwa górskiego wróciły z niczym o północy. Rodzice płakali w telewizji i mówili do ludzi: „Wszystkich prosimy o modlitwę”.

Rano już było po wszystkim. Człowiek, który dowodził poszukiwaniami powiedział: „W tak wysokich górach, przy takiej temperaturze, nie widzę wielkich szans na znalezienie dziecka. Nie będę państwa oszukiwał. Nasze jednostki ratownicze nie mogą poradzić sobie zimą w lesie, jakże więc może poradzić sobie małe dziecko! Lecz będziemy kontynuować poszukiwania, by odnaleźć przynajmniej ciało”.

Prawie dobę po zaginięciu dziecka, po południu, nagle wielka radość. Okazało się, że znaleziono dziewczynkę. Trochę zapłakaną, ale całą i zdrową. Znaleźli ją w lesie między drzewami. Ratownicy podchodzą do niej i pytają: „Jak ty tutaj przeżyłaś? Gdzie byłaś całą noc?”. A ona mówi: „Z pieskiem spaliśmy razem pod drzewem”. Okazało się, że potężny samiec wilka spał otulony wokół tego dziecka.

Zobaczcie bracia i siostry. Potężna bestia, która powinna zjeść dziecko na śniadanie, nie uczyniła tego. Wiecie dlaczego? Kiedy król Baltazar siedział sobie i pił z Bożych naczyń, pojawiła się wielka ręka. Ta sama ręka nakazała wilkowi: „Nie będziesz jadł! Będziesz pilnował i ogrzewał to dziecko do czasu, kiedy powiem ci, że możesz odejść!”. A wilk ogon podwinął pod siebie i poszedł zrobić to, co mu kazali. Amen.

Ja mam wielkiego Boga. Wierzę w Boga, który chroni moją rodzinę, wierzę w Boga, który idzie razem z wami, w Boga, którego chcę doświadczać realnie. To jest Bóg, jakiego mam. Nie ma dla Niego nic niemożliwego. W takiego Boga wierzył Henoch, w takiego Boga wierzy Kościół i z takim Bogiem pewnego dnia odejdziemy. On przez niejedno przeprowadził. Wiecie, ile jest w tej sali świadectw, jak Bóg prowadził? Wielu z was mogłoby tu wejść na moje miejsce i zaświadczyć, jak dobry jest Pan! Chwała Jezusowi! Kiedy wichury i nawałnice naszej cywilizacji będą pustoszyć ten świat, ludzie będą cierpieć i płakać, a niektórzy ze strachu mdleć będą. Ja nie wiem, co trzeba, żeby zemdleć ze strachu. Leciałem raz samolotem, który się zepsuł i zaczął spadać, lecz nie zemdlałem – chociaż okropnie się bałem. Biblia mówi: Będą omdlewać z trwogi. My możemy trwać przy Panu. Bóg dzisiaj do wielu braci kieruje Słowo, daje zachętę i mówi: „Nie bójcie się Kościele, Ja was poprowadzę”. Przeprowadził Kościół w Rosji przez ogień prześladowań i wiecie co zrobił? Wypławił sobie Oblubienicę jak czyste złoto w ogniu. I poprowadzi raz jeszcze. Ja wiem, że poprowadzi. Nie będzie łatwo, ale poprowadzi.

Świat dla wielu ludzi jest tak realny, że Bóg przestał być dla nich realny. Ale ta Księga jest najbardziej naukową księgą tego świata, chociaż uczeni tego świata ją odrzucili. Cieszę się, że prostacy tego świata mogą z niej czerpać mądrość. Chcę być prostakiem tego świata, chcę głosić wam chłopo-robotnicze kazania, nie chcę się uczyć pięknego języka, chcę się uczyć o moim pięknym Bogu. Chcę chodzić z moim Jezusem. Wszystko, co dzisiaj się dzieje, prowadzi do rąk Stwórcy. Człowiek nie chce iść do Niego, odrzuca Go, odpycha, wypędza i nie chce z Nim rozmawiać. W czasach korupcji, w czasach bezbożności Henoch chodził sobie z Bogiem. Bóg w mgnieniu oka zabrał go z sobą i zamienił w to, co chciał mieć. Jeżeli z Nim chodzimy, otrzymujemy gwarancję, że przy końcu drogi, kiedy nam już nie stanie życia i sił, kiedy zdawałoby się, że śmierć nas pochłonie, usłyszymy głos Pana: „Ten jest mój”. „Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie!”. Wiecie, co to za słowa? Wiecie, co one znaczą? Chrześcijanie nie muszą mówić, że końcem życia jest pogrzeb. Możemy powiedzieć: „Jak dożyję do pogrzebu, to dopiero rozpocznie się życie!”. Wszyscy do pogrzebu czekają, a my możemy do pogrzebu dożyć i w tym jest różnica. Mam gwarancję, że Pan Jezus będzie ze mną.

Biblia nie została napisana po to, żeby walczyć słownie z ateistami. Znam tych wszystkich, którzy będą się zastanawiać – to przecinek w tą, to przecinek w tamtą. O, gdyby szukali obecności Ducha Świętego, gdyby szukali nawiedzenia Pańskiego, gdyby czekali na Boże wypełnienie, to cała Biblia chórem by do nich przemawiała. „Tu przecinek był tak, a tu tak”. I będą się pół dnia tak męczyć. Inni co dwa tygodnie członkowskie mają i plują jeden na drugiego. Kto ma rację? Bóg nie tego was uczy, nie po to dał wam Słowo Boże. On chce, byśmy przyjęli to Słowo jak jedno. Nie dzielili.

Jeden z braci pracował w lesie. Pewnego razu podkładał łańcuch pod drzewo, a tam żmijowisko było. Wsadził rękę prosto w kłąb żmij. Został wiele razy pogryziony. Szef przyjechał samochodem i zaczął mdleć: „Co to będzie, pracownik mi umrze na wyrębie!”. Każdy prywatny przedsiębiorca boi się tego, że pracownik mu umrze przy pracy. Nigdzie w pobliżu nie było pogotowia. Tam były tylko małe wioski. Ten pracownik mówi: „Zawieź mnie do wsi takiej i takiej, tam moja mama mieszka”. A szef pyta go: „A twoja mama zna się na ugryzieniach węży?”. „Ona się zna, wieź mnie tam, zanim zemdleję!”. Przyjechali do maleńkiej wsi, zatrzymali się przed małą chałupką. Staruszka wyszła. Szef mówi: „Oto pani syn. Żmija go ugryzła, już mdleje, majaczy mi w samochodzie”. Staruszka mówi: „Wprowadź go pan do domu”. On go wprowadził i posadził. „Pani się zna na ugryzieniach?”. Ona mówi: „Ja się nie znam”. „On tu kazał przywieźć”. „Spokojnie, niech pan siada”. Staruszka położyła ręce na rękach swego syna i powiedziała: „Ojcze, zostaw mi mojego chłopca. Ja Cię proszę przez rany i sińce Jezusa Chrystusa”. Robotnik otworzył oczy i wstał. A dyrektor patrzy zadziwiony. Staruszka może i czytać nie umiała, ale posiadała mądrość przewyższającą wszystkie apteki świata. Sińce i rany mojego Pana…

Dzisiaj ciągną nas po różnych uzdrowicielach. Często słyszę o wierzących, którzy gapią się na Kaszpirowskiego, ręce kładą, olejki wąchają i nie wiadomo, co jeszcze robią. Dla chrześcijan istnieje tylko jeden sposób uzdrowienia – rany i sińce Syna Bożego i nie ma innego lekarstwa! Amen.

Naszym dzieciom dzisiaj brakuje rodziców, którzy chodzą z Bogiem, braci i sióstr, którzy chodzą z Bogiem. Mamy coraz lepiej wyszkolonych i wygadanych ludzi, ale brakuje prostej wiary. Mamy tak wygadanych ludzi, że jak trzeba świadka Jehowy z błotem zmieszać, to pięciu wie, jak go tam załatwić. Ale kiedy ktoś umiera, to nie ma ani jednego, który by stanął i przed Panem mógł wołać! Mamy wygadanych ludzi z dyplomami, którzy wiedzą tylko, jak dużo słów używać. Ale żaden z nich nie jest przyjacielem Boga.

Zacząłem się modlić: „Panie, chodź ze mną, chcę być blisko z Tobą. Niech mnie świat za głupca uzna, ja pragnę być z Tobą, chodzić z Tobą, przyjaźnić się z Tobą. Niech i rodzina pomyśli, że mam źle w głowie, ale chcę chodzić z Tobą”. Widzę, że Pan mnie uczy trudnej drogi. To nie przychodzi łatwo. Ale ta fala zwiedzenia, którą dzisiaj widzę, jest tylko dowodem. Ludzie szukają szybkich i łatwych metod. Chcą otworzyć chrześcijańskiego McDonalda. Podjeżdżasz samochodem do okienka i dadzą ci dobrą kanapkę. W przypadku kanapek to jest dobre, lecz u Boga tak to nie działa. Do Boga nie każdy może przyjść. Wielu ludzi ma kontrowersje z Bogiem i dlatego nic od Niego nie otrzymują. Dopóki w twoim życiu jest coś, z czym Bóg się nie zgadza, a ty ciągle do Niego wołasz jakby nic się nie stało, niczego od Pana nie otrzymasz. Ludzie są w stanie sporu z Bogiem.

Dzisiaj świat myśli, że jesteś szalony. Kiedy modlisz się i stawiasz wszystko przed Kimś, kogo oni nie widzą, mówią: „Jak można powierzać wszystko komuś, kogo nie widać? Nie wiadomo przecież, czy istnieje!”. Potrafią dawać łapówki ludziom, których widzą, ale nie chcą się modlić do Boga, którego nie widać. Tu jest tajemnica wiary. Wiara to chodzenie z Bogiem. Henoch nie chodził z widzialnym Bogiem, Henoch chodził z Bogiem, którego nie widział, ale Henoch chodził z Bogiem. Dzisiaj ludzie nie chcą uwierzyć w Boga – za taką postawę Bóg nie przewidział nagrody! Demoniczna wiara w to, że Bóg jest, nie wystarczy! Trzeba wierzyć w to, kim Bóg jest, trzeba wierzyć w osobowego Boga. Nie wystarczy wierzyć w energię kosmiczną.

Pewien guru New Age w Szwecji zaczął prorokować. Ten człowiek lewitował 15 centymetrów nad ziemią. Dysponował potężną siłą demoniczną. Powiedział, że energia kosmiczna zmierza w kierunku ziemi, wkrótce zabierze Kościół i nareszcie na ziemi zapanuje pokój. Miał takie widzenie. Ja wierzę w to, co on mówi. Diabeł mu dobrze pokazał. Tylko ja wiem, że to nie energia kosmiczna nas zabierze, ale jest Ktoś, za kim radośnie pobiegniemy na spotkanie. Chwała Jezusowi! To wspaniałe wiedzieć, że Bóg nas tutaj otacza. W cieniu Jego ręki wielu z was wiele rzeczy już przeżyło. Moglibyśmy składać świadectwa tak długo, że siedzielibyśmy tu miesiąc.

Niedawno zmarł pewien stary pastor. Był dobrym przyjacielem Boga. Pan jednak go doświadczył w jego życiu. Kiedy skończyła się wojna, walczył w piechocie morskiej USA, nad Renem i nad Łabą, na terytorium dzisiejszych Niemiec. Po wojnie Amerykanie wycofywali swoje jednostki z powrotem do Stanów, wsadzili wszystkich żołnierzy na transportowce i wysłali do USA. W czasie drogi powrotnej do Stanów ten statek wpadł w potężny sztorm. Stracono łączność radiową. Kilka tysięcy żołnierzy znajdowało się wtedy w ładowni statku. Niektórzy zaczęli płakać jak dzieci. Burza była tak potężna, że zmiotła niektóre przybudówki na statku. Wtedy wielu ludzi zaczęło się zastanawiać, jak skończy się ich życie. Niektórzy płakali, że przeżyli wojnę, a teraz przyjdzie im zginąć w oceanie. Bożym cudem dopłynęli do Nowego Jorku i ten człowiek ruszył w drogę do domu. Już z dala był widoczny jego dom, gdzie czekała na niego mama. Przyszedł do domu i mówi: „Wiesz co, mama, to jest prawdziwy cud, że ty mnie widzisz, bo dawno tu nie powinienem być”. A ona pyta: „Dlaczego?”. „Przeżyliśmy potężną burzę” – odpowiada syn. Ona pyta: „Kiedy była ta burza?”. On jej powiedział. Ona wzięła swój notesik, otworzyła go na tym dniu i powiedziała: „Popatrz synu”. On przeczytał. Było tam napisane: „Pan przebudził mnie w nocy, modliłam się do tej pory, aż Duch Święty nie powiedział ‚dosyć'”. „To Pan przebudził mnie w nocy. I oto dlaczego synu stoisz przede mną”.

Jest Bóg, w którego rękach znajduje się twoje życie. Każda ludzka niedola znajduje rozwiązanie w rękach tego, który was stworzył. Tak jest z człowiekiem. Bóg okazywał się wielki w życiu tych, którzy z Nim chodzili. To mogli być bardzo nieznaczni ludzie.

Wierzę, że nasze dzieci, nasze rodziny bardzo dziś tego potrzebują. Potrzebują takich ojców i takich matek, potrzebują takich rodziców i widzę, że kiedy Duch Święty nawiedza nasze domy, to dzieją się wspaniałe rzeczy. Kiedy otrzymujemy takie świadectwo, że podobamy się Bogu, to jest niezwykłe dla tych, którzy oczekują na pochwycenie, na przyjście Pańskie. Powiem wam więcej o tym bracie, który przeżył sztorm i doszedł do domu.

Pięćdziesiąt lat był kaznodzieją Słowa Bożego. Pewnego razu podczas jego kazania pewien staruszek nie wytrzymał, wstał i głośno się rozpłakał. Kaznodzieja przerwał kazanie i pyta: „Bracie, czemu płaczesz, co ci się stało?”. A on mówi: „Bracie, ja ci mogę powiedzieć, jak nazywał się ten statek, którego to było dnia i która to była jednostka żołnierzy”. „Skąd ty wiesz?”. „Ja byłem na tym statku. Kiedy nas sztorm o mało nie zatopił, byłem zapijaczonym żołnierzem. Wracałem z moim żołdem po to, żeby się upić i poszaleć. Ale kiedy zaczęliśmy tonąć, wołałem do Boga i powiedziałem: ‚Boże, jeżeli choć jeden chrześcijanin jest tu na statku, jeżeli jest ktoś na tyle czysty, że Ty go możesz usłyszeć, to uratuj i moje życie, a ja Ci obiecuję, że nie będę pił, nie pójdę do prostytutki, ale będę Ci służył’. Pięćdziesiąt lat temu przez modlitwę twojej matki nawróciłem się, a do dzisiejszego dnia służę Bogu”.

Pięćdziesiąt lat temu biedna staruszka modliła się i uratowała statek! Chwała Jezusowi! Zobaczcie, nas jest więcej niż jedna staruszka. Nas jest dużo więcej.

Bóg odbiera chwałę i daje świadectwo tym, którzy podobają się Bogu. To jest wiara, która zbawia. Wiara to nie jest siła na końcu języka, wiara to chodzenie z Bogiem. W Nim jest wszelka odpowiedź. Kiedy człowiek chce stawiać siebie na miejscu Boga, to już nie jest wiara. Bóg czeka na wiarę, która chce Go dotykać, która chce się Mu poddawać, która chce chodzić z Nim. Jeżeli tego nie znajdziesz, to mogę ci już dzisiaj prorokować: Biada waszym małym dzieciom! Biada naszej młodzieży! Biada tym, którzy są w naszym zasięgu, jeżeli my tego nie znajdziemy. Jeżeli wszystko, co mamy, to nasz religijny gniew i nasze urazy, jeżeli wszystko, co mamy, to nasza niedziela przesiedziana w kościele i tydzień przeżyty tak, jakby Bóg wcale nie istniał, to biada naszym dzieciom.

Chcę wam coś powiedzieć. Pan jest na tym miejscu. Nie przyzwyczajajcie się, ale drżyjcie, miejcie bojaźń Bożą. Czy jesteś człowiekiem, który ma pokój z Bogiem? Czy jesteś napełniony Duchem Świętym? Lub jesteś jak pusta skorupa. Czy nie dręczy cię choroba lub niemoc? Czy czasem życie nie powali cię za mocno? Pomyśl o tym, kochany bracie i siostro.

Jeżeli w ludziach będziecie szukać odpowiedzi, to nie znajdziecie. Tak wielu ludzi dzisiaj wierzy w ludzi. Gdybyście zareklamowali, że na tym miejscu będzie Jezus, to nikt nie przyjdzie na nabożeństwo. Ale przyklejcie odpowiednie nazwisko, a sali nie będzie można zamknąć. Przeklęty, kto pokłada ufność w człowieku. Jest Bóg, od którego ludzie odwracają się plecami, bo znajdują sobie kolejnego ulubieńca. Niech nas nazywają wariatami i szaleńcami, ale ja naprawdę chcę uczestniczyć w tym wspaniałym dniu, kiedy Pan spotka się z Kościołem.

Ten, który stworzył planety, słońce, księżyc, przyszedł do mojego domu, dotyka się moich dzieci, wkłada pokój w moje serce. Ocalił naszą rodzinę od niejednego.

Ostatnio, podczas naszej wspólnej modlitwy, Pan zaczął się dotykać moich małych dzieci. Nagle nasza córka Alicja, która ma 5 latek, zakryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać. Modliła się: „Panie Jezu, pomóż mi, bo ja nie potrafię być dobra”. Byłem zszokowany. 20 lat uczyłem się, żeby dojść do tego stanu, a tu moja pięcioletnia córka modli się we łzach i prosi Pana o pomoc. To jest dla mnie coś. Ten, który stworzył gwiazdy, planety, przyrodę, zwierzęta, czeka na was dzisiaj.

Pewnego dnia wszystko będzie nowe. Nie bójcie się dzisiaj. Tym, którzy nazywają was wariatami, już naprawdę wiele nie zostało. Lepiej nawołujmy, żeby się ratowali.

Słyszeliście kiedyś o rybie, która nazywa się łosoś? Łosoś wraca tysiące kilometrów do miejsca urodzenia, w górę rzeki. Są dni, kiedy pływa w oceanie i nie myśli o tym. A potem przychodzi dzień, gdy to, co Bóg włożył w jego serce, odzywa się, ryba odwraca się w kierunku wypływu rzeki i rusza z powrotem przez wodospady. Po drodze giną ich dziesiątki. W końcu docierają do najwyższych partii gór i tam składają jajeczka, żeby w przyszłości urodziły się małe łososie.

Jeżeli ryby potrafią wracać do miejsca narodzin, to najgorszy grzesznik pośród nas może wrócić, choćby nie wiem jak daleko od Boga odszedł. Bóg włożył wieczność w wasze serca. Jeśli tylko staniesz przed Panem i zawołasz, to ta część, która była martwa całe życie, ożywa i zaczyna wołać do Pana.

W moim życiu to się stało. O drugiej w nocy Bóg napełnił moje życie. Zawsze przecież byłem tym, kim jestem, ale wtedy to we mnie odżyło. Urodziłem się na nowo. To, co gdzieś tam istniało, pojawiło się. Po prostu wziął i na nowo ożywił moje życie. Nie na nowo odmalował to stare, nie wyreperował tego. Tego, co Bóg wypędził z raju, już nigdy nie zaprosi. On stworzył nowe, całkiem nowe włożył do środka. Ja byłem tysiące, tysiące kilometrów od Boga. Nie metry, nie kilometry nas od Boga dzielą, tylko grzech. Byłem tysiące grzechów od Boga, a Bóg poprowadził mnie z powrotem. Mogłem przepraszać ludzi, mogłem pokutować, mogłem zmieniać wszystko.

Zwiedzeni ludzie mówią, że wiara to jest wyznawanie, że jest się zdrowym nawet wtedy, kiedy jest się chorym. Nie wierzcie w te bzdurne nauki. Jeżeli będziesz chory, a będziesz wyznawał, że jesteś zdrowy, to skończysz na cmentarzu z twoją wiarą.

Wiara i pozytywne wyznawanie dla Kościoła są następujące: Jeśli jesteś chory, to nie wyznawaj, żeś zdrowy, tylko wyznawaj: „Tak, Panie Jezu, jestem chory, ale przecież znam Ciebie, Boga wszechmogącego, który, jeśli zechce, przez swe rany i sińce może mnie uzdrowić. Niech będzie Twoja wola”. Amen. To jest prawidłowe wyznanie.

Bóg jest realny. W każdej waszej słabości, w każdej sytuacji, w której przyjdzie wam iść, chcę wam powiedzieć: Jesteście powołani, aby patrzeć daleko, co się dzieje. Powołani do realności Bożej. Bracia i siostry, starsi i młodsi, diabeł będzie chciał podzielić nas na starych i młodych, na mądrych i głupich. Diabeł będzie chciał nie wiadomo co zrobić z tym Kościołem. Trwajmy w Nim niewzruszenie, bo Jego przyjście już blisko. Wierzcie w Boga, w którego cieniu możecie wytrwać.

Jeżeli dzidziuś płacze, krzyczy, wyrywa się, to kiedy matka przytula go do piersi, następuje cisza. Dzidziuś uspokaja się, malutki niemowlaczek zasypia. Psalmista pisze: „Zaiste, uciszyłem i uspokoiłem mą duszę; Jak dziecię odstawione od piersi u swej matki, tak we mnie spokojna jest dusza moja” (Psalm 131:2). W innym przypadku ciągle będziesz się szarpał, biegał, szukał nie wiadomo czego. Jezus znajdzie do ciebie drogę, tylko oczekuje szczerego serca.

Jedna siostra, ona już dzisiaj ma swoje lata, kiedy była dzieckiem, mieszkała w małym miasteczku. Pewnego dnia jej mama zobaczyła, że przyjechał ewangelista do ich miasta. Wróciła do domu i powiedziała do córki: „Słuchaj mała, ubieraj się, pójdziemy zobaczyć. Przyjechał jakiś człowiek i będzie mówił o Bogu”. Poszły. Nie miały nawet na bilet autobusowy. Szły dość długo, kilka przystanków. Doszły na miejsce, gdzie stał wielki namiot. Kazanie już się kończyło. Usłyszała tylko tyle: „Jeżeli jest ci dzisiaj źle, powiedz to Jezusowi, a On na pewno cię usłyszy”. I to zdanie ta mała dziewczynka zapamiętała. Wieczorem wróciły do domu, poszła do swojego pokoju, wyrwała kartkę z zeszytu i napisała list: „Kochany Jezu, mama jest chora, tata nie żyje, wyłączyli nam prąd i światło. Jestem głodna i jest mi zimno. Kaznodzieja powiedział, że jeśli czegoś potrzebuję, to mam się zwrócić do Ciebie, a więc proszę Cię o pomoc”. List włożyła do koperty, na kopercie napisała: „Do nieba” i wrzuciła do skrzynki pocztowej. Na poczcie pracował pewien człowiek. Dzielili na nocnej zmianie listy. W pewnym momencie mówi do swego kolegi: „Ty, zobacz, jakiś idiota list do nieba napisał”. I wrzucili go do kosza. Kiedy już skończyli zmianę, siedzieli i pili kawę. On przypomniał sobie o tym liście i mówi: „Choć, popatrzmy, co do nieba ludzie piszą. Pośmiejemy się trochę”. Wyciągnęli ten list z kosza i otworzyli. On zaczął czytać. Ten człowiek rozpłakał się: „Znam to dziecko, mieszkają niedaleko nas. Nie wiedziałem, że u nich w domu jest tak źle”. W tym samym dniu pracownicy poczty umówili się, zrobili im zakupy i zapłacili rachunek za prąd. Kiedy ona, jako dorosła kobieta składała świadectwo, zakończyła je takimi słowami: „Czy ktoś mi może powiedzieć, że listy nie dochodzą do nieba?”. Chwała Jezusowi.

Bóg znajdzie sobie sposób. Bóg jest Bogiem żywych, tych, którzy naprawdę chcą żyć. Nie tych, którzy chcą przejść, ale tych, którzy chcą żyć! On żyje i już anioł w grobie powiedział: „Dlaczego szukacie żywego wśród umarłych?”. Szukajcie żywego wśród żywych! Tylko wystarczy wołać i będziecie doświadczać Jego obecności. Niech ludzie mówią, że jestem nienormalny, ale ja wiem, co się stało w moim życiu. Ja wiem, z jakiego dołu wyciągnął mnie Zbawiciel. Ja wiem, skąd przyszedłem.

Dla jednych On staje się całym ich życiem, dla innych staje się ich wrogiem. Świat zmierza szybko do końca. Chcę chodzić z Bogiem, chcę wierzyć Bogu. Pragnę i marzę, żeby Bóg mnie zabrał. Wiem, że Pan może przyjść i ma odpowiedź na wszystko.

Mam takiego brata. Jest to jeden z najlepszych kaznodziei, jakich znam. Lubię go słuchać, chociaż głosi tylko po angielsku. Kiedy miał 6 lat, był tak ciężko chory na raka, że lekarze już kiwali nad nim głowami. Kiedy miał 7 lat, nauczyciel przyszedł z lekarzem do ich domu na bardzo trudną rozmowę. Powiedzieli do taty: „Słuchaj pan, zabierz pan chłopca ze szkoły, bo żal patrzeć jak się dziecko męczy. Po co go uczyć czytać i pisać, jak jemu został rok czy dwa. Niech się bawi chłopiec zabawkami, za 2 lata i tak go nie będzie wśród żywych”. Rodzice przyjęli ze złamanym sercem tę wiadomość. Jego ojciec był prostym chłopem. Powiedział do matki: „Idę na strych pościć. Będę modlił się, pościł i wołał, bo Bóg jest prawdziwy”. Poszedł na strych. Po siedemnastu dniach modlitwy i postu zszedł, żona mu zrobiła lekkiej zupy. Siadł, pomodlił się i już miał zacząć jeść, kiedy ich mały chłopiec usiadł. Ojciec spojrzał na niego i zobaczył samą skórę i kości. Zobaczył, że idzie prosto do grobu. Ojciec odsunął zupę i mówi: „Nie, ja nie mogę jeść, mój syn umiera!”. Wstał i nie zdążył wyjść z kuchni, kiedy Duch Święty napełnił to pomieszczenie. Dziecko zostało natychmiast uzdrowione. Dzisiaj jest pastorem zboru, który liczy 750 osób. Zwiastuje ewangelię w potężnej mocy. Jest wielkim Bożym mężem. Bóg ma swoje wyjście. Niech Bóg nas błogosławi.

Wspaniale jest spotykać się i rozmawiać, ale niech nasze spotkania opierają się o realność Bożą. Niech Bóg będzie dla was realny.

Dziękujemy, że mogliśmy z braćmi być pośród was, że to wy nas błogosławiliście. Że wasz brat Jerzy dał nam świadectwo. Dziękuję wam, że mogliśmy być z wami. Czekajmy na Pana Jezusa, bo już wiele nam nie zostało. Przyjdź Panie Jezu. Amen.

—–
Kazanie to zostało wygłoszone na popołudniowym zebraniu 3 marca 2002 r. w zborze wendryńskim (Czechy).
(c) 2002 Mirosław Kulec
Korekta gramatyczna: Izabela Turtoń
Kopiowanie i rozprowadzanie niniejszego kazania jest dozwolone bez ograniczeń.

*Kazanie publikujemy za zgodą autora.