Przykładne życie apostoła Piotra – Kulec Mirosław

Wywyższamy Jezusa. Myślę, że Pan daje zawsze Kościołowi harmonię przez służbę, przez Słowo i gdybym miał śpiewać jakąś pieśń przed swoim kazaniem, to śpiewałbym tę, którą śpiewali: „Mistrzu mój, jest droga, którą muszę przejść tak jak Ty”. To jest coś, czego sami o swoich siłach nie damy rady przejść. Słowo, którym chcę się z wami dzisiaj dzielić, bracia i siostry, to 13 rozdział Listu do Hebrajczyków, 7 werset: „Pamiętajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki. Nie dajcie się zwodzić przeróżnym i obcym naukom; dobrze jest bowiem umacniać serce łaską, a nie pokarmami; tym, którzy o nie zabiegali, nie przyniosły one pożytku”. Amen.

Chciałbym się skupić na 7 wersecie: „…a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich”. Wiedziałem, że podczas dzisiejszej służby, do której staję, będzie tutaj rocznica. Nie jest ważne, która rocznica, ale coś obchodzimy. To nie jest ważne, ile mamy lat, ale coś nas Bóg nauczył. Słowo Boże mówi, byśmy patrzyli na naszych wodzów i chcę dzisiaj spojrzeć na jednego z nich. Naszym Panem, naszym Mistrzem i naszym największym Wodzem jest Zbawiciel Jezus Chrystus. Ale byli liderzy Kościoła, byli ludzie, którzy pisali te listy. Ktoś napisał ten do Hebrajczyków. Paweł pisał swoje listy i prawdopodobnie on jest autorem Listu do Hebrajczyków. Piotr pisał listy, Juda pisał listy, Jakub pisał listy – nasi wodzowie. Przywódcy Kościoła przez ostatnie dwadzieścia wieków stali i głosili. Zawsze, nawet wtedy, kiedy wydawało się, że już sama ciemność jest na ziemi, że nie ma Kościoła, gdzieś była resztka, gdzieś był ktoś, kto rozmawiał z Panem, gdzieś był ktoś, kto szedł tą drogą za Jezusem, tak jak Jezus nią szedł. Także Słowo, które wierzę jest od Pana, jest jakby celowo przeze mnie przygotowane dzisiaj. I wierzę, że sam Pan dał to Słowo na tę właśnie rocznicę.

Bracia i siostry, mijają lata i wielu z nas uczy się służyć Panu. I co możemy powiedzieć o roku, który przeminął? Co możemy powiedzieć, czego się nauczyliśmy? Ilu ludzi z naszego powodu uciekło przed piekłem i przed potępieniem? Ilu ludzi z naszego powodu usłyszało o Jezusie? Ja jestem młodym człowiekiem i kiedy patrzę na wielu z was, widzę, że czasami dobrze by mi zrobiło, jakbym siedział i słuchał, ale Pan dał mi łaskę, że mogę tu stać i głosić. I dziękuję wam za to zaufanie. Moje marzenie w tym roku spełniło się. Przez prawie 12 lat marzyłem o tym i modliłem się, żeby przywieźć do Polski człowieka, który nauczył mnie Jezusa najbardziej w życiu. I udało mi się przywieźć do Polski brata Clendennena. Człowieka, który wziął mnie jako niezdyscyplinowanego młodzieńca, obrażalską dziecinę, chwycił mocną ręką i zaczął uczyć, kim jest Jezus. Człowieka, który mówił mi czasami słowa tak ostre, że nocami nie spałem. Nigdy nie zapomnę jak brał mnie nieraz gdzieś na bok i jak mi nagadał, to całą noc nie mogłem spać. A mnie się wydawało, że ja taki mądry jestem. On mi pokazywał, że tak nie jest. I ilekroć próbowałbym coś znaleźć przeciwko niemu, to niestety nie mogłem, a powód był jeden – on stawiał sobie dwa razy większe wymagania niż mnie i żył według tego. To nie był ktoś, kto tylko mówił, ale ktoś, kto mi pokazywał. I o takich liderach mówi Pan. Dzisiaj on ma ponad 80 lat i ciągle podróżuje. Wiem, że chyba w tej chwili jest gdzieś w Chile i głosi ewangelię.

Mijają lata, tak jak powiedziałem, i mamy patrzeć przede wszystkim na naszego Pana, na największego Lidera, na Pana panów, Króla królów – Jezusa. Patrzymy na innych. I nie chciałbym, żeby ktoś dzisiaj po tym wykładzie powiedział, że brat Kulec mówił dzisiaj o Piotrze. Bo ja chcę dzisiaj mówić trochę o Piotrze. Chcę popatrzeć na życie Piotra razem z wami, ale chcę popatrzeć na nie ludzkimi oczami. Popatrzeć na życie Piotra – czego się Piotr nauczył. I chcę przede wszystkim mówić o Jezusie, a nie o Piotrze. Ja nie zostałem powołany do zwiastowania Piotra. Jestem powołany do głoszenia Jezusa, ale Piotr zajmuje wielkie miejsce w Słowie Bożym. Lata istnieją tylko dla nas. Tam dokąd zmierzamy nie ma lat, tam dokąd zmierzamy aniołowie nie zmieniają kalendarzy. Tam dokąd zmierzamy aniołowie nie patrzą, jak im siwieją włosy, tam dokąd zmierzamy ludzie nie patrzą, jak im wypadają włosy, jak im wypadają zęby, jak się traci zdrowie. Tam dokąd zmierzamy nie ma dni, nocy – jest światłość Chrystusa. Nie ma chorób i nie ma smutku. Tam nikt nie czeka, żeby przeżyć kolejny dzień, tam już spracowane ręce nie liczą czy wystarczy emerytury do pierwszego. Tam zmierzamy, do Pana. A tutaj mamy, jak Biblia mówi, 60-70 lat. I kiedyś jeden stary brat mi powiedział: „A co ponad 70, to łaska”. A u Boga czas się liczy inaczej. „Tysiąc lat to jeden dzień”. Kiedyś stanąłem i powiedziałem do naszej młodzieży w kościele: „Czasami lekko przychodzi nam zmarnować jeden dzień, ale musimy pamiętać, że Bóg może nam powiedzieć, że zmarnowaliśmy 1000 lat. Czasami przez jeden dzień udawało się zrobić więcej niż przez 1000 lat pracy, kiedy się zdobywało duszę dla Jezusa. Masz 1000 lat pracy, 5000 lat pracy i nie przygotujesz duszy tak, żeby się podobała Bogu, jak Bóg ją w jedną sekundę przygotuje, kiedy się dotknie łaski Bożej”. Alleluja.

Człowiek, który uczył się Boga – Piotr. Człowiek, który uczył się Boga, który uczył się od Boga – o nim chciałem dzisiaj mówić. I dobrze jest mówić o Bożych ludziach dlatego, że ich życie wskazuje na Jezusa. W Kościele nie ma fanklubów. Wiecie, co to są fankluby. Fankluby na świecie mają różne „rock-gwiazdy” albo na przykład wielcy aktorzy. Mają grupę ludzi, która drukuje ich zdjęcia, czyta ich życiorysy. Nawet na koszulkach mają ich zdjęcia. To jest fanklub. W Kościele nie ma fanklubów, w Kościele nie może być fanklubów, że idzie się i lubi się jednego, ale ma być świadectwo wskazujące na Jezusa. I ja chcę wskazywać na Jezusa, nie na Piotra dzisiaj. To, co przeszedł Piotr w swoim życiu, dzisiaj wielu ludzi próbuje zastąpić latami nauki teologii. Ale sama nauka, sama litera nie nauczyła jeszcze nikogo pokory i Bożej mądrości. Możemy dużo wiedzieć z Biblii. Są ludzie, którzy naprawdę dużo wiedzą, ale nigdy nie mieli takiej relacji z Bogiem, jak czasami małe dzieci, które się modlą. To, co Piotr przeszedł, próbuje się zastąpić latami nauki, a on uczył się u Boga prawdziwego życia. Ja w Kościele nauczyłem się wszystkiego, czym jestem. Kiedy się nawróciłem, nawróciłem się jako niewychowany, ordynarny młody człowiek. Nawet nie potrafiłem w autobusie wstać i ustąpić miejsca starszemu. Nie potrafiłem wstać z własnego miejsca, kiedy ktoś mi podawał rękę. To są takie malutkie rzeczy, ale wszystkiego uczył mnie Kościół, uczyli mnie bracia, którzy mieli dla mnie cierpliwość, uczyli mnie ludzie, którzy położyli swoje życie, żebym dzisiaj mógł służyć Jezusowi. I dzisiaj oni są tymi, za których dziękuję Bogu. Ja w Kościele wszystkiego się nauczyłem, bo niczego dobrego świat mnie nie nauczył. Lata, które spędzisz z Jezusem, lata spędzone przed Bożym obliczem – nigdy nie są zmarnowanymi latami.

I życie Piotra tak bardzo przypomina często nasze życie. Czy dojdziemy kiedyś, kim on był? Ja marzę, żeby patrzeć na to, co on patrzył, żeby widzieć takie Boże działanie, jakie on widział. Ale to nie tylko to było. W życiu Piotra była też hańba, były łzy i był ból, było widać, jaki jest słaby. Niewiele czytamy o słabościach Pawła, on sam o nich pisze w swoich listach, ale o słabościach Piotra czytamy i te słabości są tam obnażone, pokazane tak, jakimi były. Dla Boga był taki sam jak my. On doświadczył Pana w taki sposób, o jakim my możemy marzyć, ale chcę wam powiedzieć – marzenia się spełniają. Często nie chcemy zobaczyć, że Bóg w bardzo podobny sposób nas prowadzi, w bardzo podobny sposób Bóg nas wiedzie i uczy. I tak chciałem popatrzeć na życie Piotra, aby w tę rocznicę spojrzeć na kogoś, kto przeszedł całość. Rocznica to jest podsumowanie. Na rocznicę nie zbieramy się po to, żeby w religijnej atmosferze tak fajnie, religijnie się zrobiło. Spotykamy się po to, aby zobaczyć, po co żyjemy, aby podsumować coś i pomodlić się o to, co ma być nowe. Kiedy czytamy Nowy Testament, widzimy Piotra i widzimy Jezusa, jak się zbliża do miejsca, gdzie on żyje. To był zwykły rybak. Wielu z nas było takimi rybakami, tyle że może nie ryby łowiliśmy, ale coś innego. Chciał mieć, tak jak każdy z nas, zwykłe, normalne życie. Każdy z nas jest takim rybakiem i bywają dni, że nic nie uda się złapać. Bywają takie dni, że nic nie uda się zrobić. I w taki dzień życia Piotra właśnie przyszedł Jezus. Miał swoje życie, jak każdy z was tutaj. Każdy z was ma swoje życie, swoją historie. Mógłbyś siąść, wziąć długopis, kartkę i napisać, a wyszłaby niezwykła historia. Jedni ciekawie, inni może mniej ciekawie, ale każdy z nas swoje w życiu przeszedł.

Piotr miał swoje życie, tak jak każdy z nas. Czasem było prościej, czasem było trudniej. Raz szło mu dobrze, raz szło mu źle. I łowił swoje ryby, żeby przeżyć, tak jak wielu z nas zajmowało się swoją robotą, żeby przeżyć. Robimy coś, żeby przeżyć. Urodził się i prawdopodobnie planował swoje życie w tym samym miejscu, w Kafarnaum – planował tam spędzić życie. Chciał w tamtych okolicach pracować, łowić ryby i nie miał żadnych wielkich planów stania się nie wiadomo kim. Chcę wam powiedzieć jedną rzecz o Piotrze. Widziałem wiele obrazów, jak je nazywają „święte obrazy”, ale nie ma „świętych obrazów”. Są tylko obrazy. I często na tych obrazkach Piotr jest narysowany taki piękny, taki ładniutki. Ma aksamitne, delikatne rączki, taka chudzinka stoi z brodą, w pięknym różowym płaszczyku, z kółeczkiem nad głową. Ale Piotr tak nie wyglądał. Piotr był silnym, brutalnym rybakiem, który miał twarde od roboty ręce, który może nie zawsze ładnie pachniał, bo jak się ciężko pracuje, to nie zawsze ładnie się pachnie, a jeszcze jak się z rybami pracuje, to już na pewno nieładnie się pachnie. To był twardy, silny człowiek, który jak coś powiedział, to nie każdemu mogło się podobać. To nie był chudzinka z twarzą konia i z kółkiem nad głową. To był taki pobożny człowiek pracy, jakich dzisiaj jest wielu. I kiedy przyszedł do niego Bóg, on myślał tak, jak myśli cała religijna machina dzisiaj – że Bóg przychodzi tylko do świętych. Tak myśli dziś wielu ludzi, że Bóg przychodzi tylko do tych, którzy są bardzo święci, do tych, którzy może wyczekują cały czas w religijnych rzeczach, niczego nie robią. Ale Bóg przychodzi do tych, którzy Boga potrzebują. Amen.

Bóg do mnie przyszedł, a ja wcale nie byłem święty. Nic, co miałem w moim życiu, by się wam nie podobało. Kiedy Bóg przyszedł do ciebie, byłeś grzesznikiem i szedłeś prosto do piekła. Pędziłeś do piekła z ogromną prędkością, przeciwko Bogu i Jego przykazaniom i wszystkiemu, czym Bóg był. Przyszedł, bo Go potrzebowałeś. Przyszedł, bo zobaczył twoją potrzebę, zanim ty ją zobaczyłeś. Bóg widzi serce człowieka. Człowiek go nie widzi. I On zobaczył to serce Piotra, zobaczył ludzkie wnętrze, serce, które nie broni się przed Nim. Człowiek religijny, taki faryzeusz z Biblii – miał serce zamknięte, serce harde, serce, które mówiło o Jego sprawiedliwości. Ale taki prostaczek, jak Piotr, był człowiekiem roboty i potrzebował Boga, ale nie mógł Go znaleźć, bo faryzeusze nie żyli życiem, które by mogło pokazać, że Bóg kocha człowieka. Mieli swoją religię i tacy ludzie jak Piotr nie byli u nich w poszanowaniu. I kiedy pierwszy raz widzę jak Jezus wszedł do jego łodzi, to widzę dokładnie to, co stało się w moim życiu. Nie chcę się porównywać z Piotrem – kto święty bardziej, kto nie, bo nie mam żadnych szans. Piotr był bliżej Pana niż ktokolwiek – przez całe swoje życie. Ale wiem, że jego życie było takie, jak moje życie. Był sam, pracował, nie miał na kogo liczyć i w takim dniu przyszedł do niego Pan. Wiecie, że Jezus użył jego łodzi, żeby w niej stać, nauczać. Użył jego życia takim, jakie było. To są sławne słowa Piotra: „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. Czy może być inaczej, kiedy spotykam Ciebie Panie Jezu? Co innego ja powiedziałem? Nigdy nie zapomnę jak o drugiej w nocy zerwałem się z mojego łóżka i powiedziałem: „Panie Jezu, ja wiem, że Ty chcesz moje życie, ale wszystko, co mam, nie podoba Ci się. Wszystko, co mam, czym się szczycę, wszystko, czym jestem, Tobie się nie podoba. Ty nie chcesz tego, nienawidzisz tego, co mam. Mam moje długi i moje brudy, moje przekleństwa i nic więcej. Odejdź ode mnie Panie, bo jestem grzeszny człowiek i nie mam nic, co Ty byś chciał”.

Dzisiaj żyjemy w czasach, o których Jeremiasz napisał, że ludzie już nawet nie umieją się rumienić ze wstydu. Lekko niektórym mówi się do Jezusa. Żyjemy w czasach, kiedy ludzie trzymają łapy w kieszeni: „No wiesz Panie Jezu…” – i modlą się tak, i mówią byle jak do Boga. Lekko im przychodzi dlatego, że mają twarde, a nie proste serca. Mają serca twarde, pełne pychy, jak z kamienia, ale tamten silny rybak miał proste serce rybaka. Dzisiaj w wielu kościołach już prostego rybaka nikt by nie chciał słuchać. Nikt by nie chciał nawet Jezusa słuchać, bo by nie miał dyplomu. Ale prorok Jeremiasz pisze, że człowiek może dojść do miejsca, gdzie się nawet ze wstydu nie potrafi już rumienić. Nie zapomnę jak David Wilkerson w Nowym Jorku głosił to kazanie ze łzami w oczach. Kiedy mówił o dzisiejszym chrześcijaństwie, które już nawet nie potrafi rumienić się ze wstydu, które już niczego się nie wstydzi, o ludziach, którym już jest wszystko jedno – wszyscy siedzą pewni siebie, pewni swoich praw, pewni swoich racji. Ale tamten gruboskórny czy prymitywny rybak przypadł do Jezusa i powiedział: „Odejdź Panie, bo ja jestem człowiek grzeszny”. Zobaczył jak Jezus może pomnożyć jego trud, kiedy zobaczył jak Jezus w beznadziejności może zapewnić wszystko. Ale Jezus od niego nie odszedł. Chwała Bogu, Jezus nie odszedł ode mnie. Kiedy Duch Święty przyszedł i przekonywał mnie o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie, to pierwsza myśl była taka: „Panie, jestem grzesznikiem, odejdź, bo nic nie mam z Tobą”. Ale Jezus nie odszedł. Jezus nie zostawiał żadnego grzesznika, Jezus nigdy nie zostawił na ulicy nikogo, kto do Niego przypadł w pokorze. Jezus mówi: „Nie bój się”. Jezus nie odszedł, bo miał inne plany. I Słowo Boże mówi nam o wielkim darze, o wielkim Bożym planie dla twojego i mojego życia. Tym, którzy Go przyjęli dał pewne prawo, dał prawo stać się dziećmi Bożymi. Wszystko, co mogłem powiedzieć to: „Odejdź Panie”. Ale kiedy przyszedł, nie mogłem Go nie przyjąć i kiedy Go przyjąłem, dał mi prawo. To nie było coś, czym się mogę szczycić, ale to było moje prawo, coś, do czego dostałem prawo przez Jezusa. I kiedy Jezus mówi, że daje ci prawo stać się dzieckiem Bożym, to w tym samym czasie Jezus mówi: „Pójdź za mną”. To jest drugi krok. Najpierw Jezus przychodzi, a potem mówi: „Pójdź za mną”.

Dzisiaj w wielu kościołach naucza się ludzi fałszywej, zwodniczej ewangelii. Słyszałem człowieka, który wstał i mówił: „Bóg chce, abyście byli bogaci. Jesteście dziećmi Króla, Bóg chce, żebyście byli najbogatsi na świecie, żebyście rządzili światem”. Ale to nie jest to, czego Bóg chce. To nie jest droga, którą muszę iść za moim Panem. To jest dzisiejsza droga egoistycznych ludzi, którzy Boga traktują jak kolejnego naiwniaka, którego można wykorzystać. Ale „Bóg nie da z siebie szydzić” – mówi Słowo Boże. Boga nie da się wykorzystać. Można Bożej miłości napluć w twarz, ale Boga nie da się wykorzystać. Można korzystać z Boga, czasami udawać, że się nic nie widzi, ale Boga nie da się oszukać. I tak patrzę dalej na życie Piotra. Pewnego dnia stało się coś, co Biblia opisuje niezwykłymi słowami. Wejrzyjcie dzisiaj w Słowo Boże. Chciałbym, żeby dzisiaj, podczas tej rocznicy, była się taka atmosfera, jak wtedy, kiedy Jezus stał na brzegu. I tym Jezusem, który stoi na brzegu, nie ja jestem, ja sobie nie poczytuję tego, nie ty jesteś, ale jest Duch Święty, który jest na tym miejscu, jest Pan, bo zebraliśmy się w imieniu Jezusa. Ale posłuchajcie, co dzisiaj Duch Boży ma do powiedzenia do zborów. Pewnego dnia oni to zrobili i Biblia pisze: „Zostawili wszystko i poszli za nim” – Ewangelia Łukasza 5,11. „Zostawili wszystko i poszli za nim”. Uważnie posłuchajcie, co tutaj Słowo Boże mówi – zostawili wszystko, co mieli. Ale chcę wam powiedzieć – jeszcze nie zostawili tego, kim byli. Zostawili to, co mieli i poszli za Nim, ale to jeszcze nie było to, co mieli. Posłuchajcie uważnie: „Zostawili wszystko i poszli za nim” – jeszcze na to, kim są, przyjdzie czas, bo to jest dużo bardziej bolesne. Zostawili wszystko, co mieli. Przypominam sobie własne świadectwo, kiedy nawróciłem się i zostawiłem wszystko. W moim domu był klub, gdzie składaliśmy motocykle. Już nawet nie chciałem tych motocykli, oddałem kluczyki i dokumenty, a ludzie pukali się w głowę i mówili: „Zwariował do końca”. I zostawiłem wszystko – przestałem pić, przestałem palić i myślałem, że jestem bardzo święty. Ale to nie była świętość, to była dopiero wolność. To, że nie pijesz i nie palisz nie znaczy, że zostawiłeś siebie dla Jezusa. To znaczy, że zostawiłeś coś, co miałeś. To były moje nałogi, moje grzechy, moje związania, moja niewola. Coś, co musiałem robić i zostawiłem to, i poszedłem za Jezusem.

I tak Słowo Boże pokazuje nam, że na brzegu zostawili łódki i poszli za Nim. Zostawili wszystko, ale nie zostawili tego, kim byli. To dopiero wyszło później. Gdy Piotr zaczął chodzić z Jezusem, to były chwile, które przejdą do historii. Przypomnij sobie bracie i siostro, jak zacząłeś chodzić z Jezusem – nigdy nie zapomnisz, jak chodziłeś ze swoim Panem. Jezus wybrał dwunastu. Każdy, z kim jest Jezus, jest wybrany – ty i ja. Jeśli cię Jezus wybrał, jeśli pokutowałeś, jeśli nawróciłeś się – to jesteś wybrany. I tak Piotr zaczął chodzić z Jezusem i miał nigdy nie zapomnieć tego, co się działo. Poszli i było wskrzeszenie córki Jaira – i Piotr mógł powiedzieć: „Panie, ja widziałem, jakie Ty wielkie rzeczy czynisz”. Pamiętam jak spotkałem człowieka, którego Bóg już z samej trumny podniósł. Pamiętam jak widziałem brata, który miał raka żołądka. I kiedy modlili się, to on tego raka zwymiotował na całą kaplicę. Musieli sprzątać podłogę, ale nikt się wtedy nie gorszył, że śmierdziało, że było zgniłe mięso. Bóg z niego to wyrzucił, dał mu nowy żołądek i ten człowiek mógł żyć. Widziałem cuda, które czynił Jezus i w tej nowej gorliwości, w nowym chodzeniu z Panem, chodziłem za Nim i byłem wstrząśnięty mocą i dobrocią Jezusa. Piotr tak patrzył pierwszy raz. Najpierw Jezus uzdrowił jego teściową, widzieli jak uzdrawiał córkę Jaira, widzieli jak po drodze uzdrawiał wielu ludzi. Piotr wtedy dziwił się, kiwał głową. Ale pewnego dnia cień przechodzącego Piotra podnosił ludzi z ich rozpaczy i choroby. Amen.

Ale na razie on patrzy. Kiedy idzie się z Jezusem – on widział, ja widziałem – śmierć przestaje być straszna. Przynajmniej cudza śmierć. Wierzymy, że Bóg jest wszechmogący, a nie zawsze wierzymy, że jest dla nas wszechmogący. Wierzymy, że jest wszechmogący gdzieś tam. W Afryce czyni cuda, czyni wielkie rzeczy, ale nie zawsze przyjmujemy, że w twoim życiu, w twoim bólu, w twojej chorobie, w twojej modlitwie Jezus też jest wszechmogący. Amen. Czasem lekarze mówią, że nie ma szans i wielu znam, że lekarze rozłożyli ręce, a za nimi tylko ciemność była. I mówili: „Nie ma szans”. A Jezus rozłożył ręce i za Nim było światło. I mówił: „Nieprawda. Jest szansa, bo tam, gdzie ja przychodzę – ja jestem droga, ja jestem prawda, ja jestem życie, ja jestem światło. A tam, gdzie światło, zawsze jest droga i zawsze jest szansa”. I Piotr to wszystko widział. Widział jak Pan wprowadza go w nowe rzeczy. On nie przypuszczał, że takich rzeczy dożyje. Potem byli w łódce – sławna historia. Wiecie, że płynęli i pewnego dnia zobaczyli pośród burzy i ciemności, jak po wodzie szedł do nich sam Pan. Zobaczyli jak Jezus szedł do nich po wodzie. To były wspaniałe dni z Jezusem – chodził razem z Nim po wodzie. Dla Jezusa nigdy nie jest za trudno, żeby przyjść do ciebie nawet po wodzie. Pamiętam te dni zaraz po nawróceniu, kiedy przyjąłem Pana, kiedy biegłem ze łzami do zboru, kiedy otwierałem kalendarz i myślałem: „Czemu nic nie ma w kościele w poniedziałek?”. I patrzyłem: we wtorek jest grupa, w środę modlitwa, w czwartek modlitwa, w piątek jeszcze jakaś grupa, w sobotę trzeba było iść na modlitwę młodzieży. I martwiłem się, czemu nic w poniedziałek nie ma. Byłem gotowy każdego dnia biec i szukać Pana. I nie było takiej głębokiej wody, po której by się nie dało przejść. Nie było takiego problemu, którego by nie dało się wymodlić. A potem przyszli jacyś ludzie, jakieś wilki w owczych skórach: „Widzisz bracie, to nie zawsze tak. To pewne rzeczy, bracie Mirku… ty nie rozumiesz…”. Pewno, że nic nie rozumiem. Ja wiem jedno: nie ma takiej wody, po której Jezus do mnie nie przyjdzie, kiedy będę płakał. Amen. To jest to, co wiem.

Jezus pojawił się pośrodku burzy i Piotr Go widział. I nigdy wcześniej tego nie było w moim życiu. Nigdy. Wcześniej, kiedy byłem niewierzący, jak zachorowałem i mnie coś bolało, to dzwoniliśmy po pogotowie albo biegło się do mamy po lekarstwa, albo szło się do lekarza. Ale kiedy nawróciłem się, nikt mnie tego nie musiał uczyć. Nikt mi nie musiał przynosić książki i pokazywać, że tak jest. Kiedy nawróciłem się i przychodziły choroba i nieszczęście w moje życie, to patrzyłem pomiędzy falami za Jezusem. To patrzyłem w tej burzy czy przyjdzie Jezus i wiedziałem, że On przyjdzie i jeszcze nigdy się nie zawiodłem. Jeszcze nigdy nie było tak, żeby nie przyszedł. Jeszcze nigdy nie było tak, żebym został i powiedział: „No, tym razem nic się nie stało”. Nie zawsze działo się tak, jak chciałem. Nie zawsze tak, jak to sobie wymyśliłem, ale zawsze przyszedł Jezus i nawrócenie. Nowe życie, które we mnie rosło sprawiło, że pośród każdej burzy już teraz mogę wypatrywać Jezusa. Przepastne głębiny, problemy – wszystko przestawało się liczyć. Teraz miałem Jezusa i mogłem do Niego iść czasem po wodzie. Nie tak jak Piotr, dosłownie po morzu nie chodziłem, ale przez problemy i kłopoty. Przez tragedie, których sam bym nie przeżył, przechodziłem jak po wodzie. Choć czasem tak jak Piotr zaczynałem tonąć. Jest jedna ważna rzecz, którą często opuszczamy patrząc na to, jak Piotr tonie. Wiele razy słyszałem, jak mówiono: „No zobacz, zwątpił, bo widział burzę, zwątpił, bo zobaczył te fale i zaczął tonąć”. I to jest prawda, ale czy ty i ja nie zwątpiliśmy nieraz? Czy ty i ja nieraz widzieliśmy takie fale, że człowiek już nie wiedział, gdzie ma uciekać? Czy nieraz fale nie były takie duże, że nie wiedziałeś dokąd masz pójść?

Chcę wam powiedzieć jedną ważną rzecz z tego fragmentu Słowa Bożego, z tego świadectwa o Piotrze i o Jezusie – o tej miłości i przyjaźni. Kiedy Piotr szedł do Jezusa po wodzie to zaczął tonąć, bo mu brakło wiary – taka jest prawda. Mnie nieraz też jej brakło – co będę tam patrzył. Jezus nie stał i nie patrzył jak Piotr tonie, ale złapał go. Dzisiejsze te jakieś nauki o wierze mówią: „Nie masz wiary, to koniec z tobą”. „Bez wiary nie można podobać się Bogu”. Ale nigdzie nie jest napisane w Biblii, że człowiek, który zwątpi jest raz na zawsze przez Boga wyrzucony do śmietnika. Bo nie byłoby tu ani jednego z nas. Bez wiary nie da się podobać Bogu, ale ja wam powiem – to była wiara, żeby wyjść z łodzi i iść po wodzie. On zwątpił, ale Jezus – to jest coś ważnego, co tam zauważyłem – Jezus nie stał i nie patrzył jak Piotr tonie. Jezus nie stał i nie mówił: „No, toń chłopie, wiary nie masz, co ci zrobię…”. To był dawca i dokończyciel mojej wiary. Jezus. To był nie tylko ten, który sprawił moją wiarę – sprawca, ale i ten, który ją dokończył. I w dniach zwątpienia Jezus nie stoi i nie patrzy jak się staczasz, jak toniesz, ale Jezus cię złapie, jeśli zawołasz: „Panie, ratuj!”. Jezus cię złapie, jeśli wyciągniesz swoje ręce, Jezus cię nie zostawi tylko dlatego, że zwątpiłeś. Tylko po to to zrobi, aby, gdy cię wyciągnie z kolejnej głębiny, twoja wiara była jeszcze mocniejsza. Twoje chodzenie z Nim będzie jeszcze silniejsze i jeszcze mocniej będziesz się Go trzymał i będziesz wiedział, że sam jesteś słaby. Jezus nie czekał aż Piotr utonie, Jezus nie czekał aż ja zatonę, a nieraz mogłem już zatonąć. Nieraz i psalmista pisał, że „zalewały mnie wody”.

Czasami byłem w takim trudzie. Może dzisiaj ty tutaj przyszedłeś i modlisz się o coś i nie ma odpowiedzi. To właśnie to przychodzi. Panie, ja wiem, że Ty jesteś wszechmogący – tylko czy dla mnie jesteś wszechmogący? Bóg jest wszechmogący dla Kościoła, a poza Kościołem Bóg jest jeszcze bardziej wszechmogący, ale poza Kościołem nie ma tego błogosławieństwa. Powiem to dosadniej – Bóg jest wszechmogący zawsze, ale w Jezusie Chrystusie ta wszechmoc Boża przychodzi nam z pomocą i błogosławieństwem. A kiedy jest się poza Chrystusem i tam nieraz Bóg wyciąga rękę, i oglądamy Jego miłosierdzie jak ratuje. Choć poza Chrystusem wszystko jest przeklęte. To nie jest tak, że kiedy jest piątek 13 – w Polsce wierzą, że wtedy ma się nieszczęście. To nie jest tak, że kiedy masz białe skarpetki, to masz nieszczęście. Masz nieszczęście jak nie masz Jezusa, to masz na pewno nieszczęście. Poza Chrystusem wszystko jest przeklęte, nie trzeba tego przeklinać. Jezus chodzi i zaczyna wzbudzać kontrowersje. Zaczyna wzbudzać ludzkie niezadowolenie. Zobaczcie, chodzi i czyni dobro, a ludzie przestają Go lubić. Tłumy idą za Nim i chcą Go słuchać, ale kiedy zaczyna konkretnie mówić: „Musicie jeść moje ciało, pić moją krew” – oni się obrażają i uciekają. Już nie chcą z Nim rozmawiać. Coraz więcej ludzi zaczyna być przeciwko Niemu – On czyni dobro, a oni Go nienawidzą bez powodu, jak mówi Słowo Boże. I wtedy, w dniach kontrowersji Jezus zwraca się do uczniów i znowu widzimy w tym miejscu Piotra. Zaczyna zadawać trudne pytania i w życiu Piotra, tak jak w twoim, wyrastają trudne pytania nie wiadomo skąd. Ale Pan wie. My chcemy przeżywać jeszcze cuda uzdrowień, my chcemy jeszcze mówić o chodzeniu po wodzie. My jeszcze chcemy mówić, jak słodko i wspaniale jest przy Jezusie i tak byśmy najlepiej chcieli zostać. Ale Jezus już ostrzega, że nadchodzi cena, nadchodzi rachunek do zapłacenia. I pierwsze słowa, które to zwiastują brzmią: „Za kogo uważają mnie ludzie… za kogo wy mnie uważacie”. Zaczyna się rozdzielenie. Już nie wszyscy są pewni, że On jest taki kochany, jak myśleli wcześniej. „Za kogo mają mnie ludzie… a ty”. I Piotr wtedy mówi: „Ja wiem. Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. I to jest początek poznania, to jest początek zbawienia, ale jeszcze nic innego.

Nie chodzi o to, co my wiemy. Idąc za Jezusem odkrywamy Go całym swoim sercem. Ludzie dzisiaj nie chcą z Nim chodzić dlatego, że krępują się Go, wstydzą się Go. Słyszałem o człowieku, który tak się wstydził swojej starej mamy. Ona go chciała odprowadzać do szkoły. Często wołała za nim z kanapką ze śniadaniem: „Synu, wracaj, zapomniałeś chleba!”. Ale koledzy byli obok: „Idź mama, idź już”. Wstydził się jej. Zrozumiał to, kiedy jej już nie było, że teraz dopiero ma się czego wstydzić. Wielu ludzi dziś nie chce chodzić z Jezusem. Religijny człowiek może się na Niego obrazić i nic przy tym nie traci, nawet nie czuje, że coś traci. My mówimy: „Chodzimy z Jezusem”, ale ja wam powiem: wielu ludzi, których dziś znam, nie chodzi z Jezusem; tak naprawdę chodzą ze swoją denominacją, ze swoją religią, ze swoją ważnością. Chodzą z tym, bo akurat przyciągnęli ich do takiego kościoła, a nie innego, a wcale nie chodzą z Jezusem. To widać po ich charakterze. Mówią, że są ochrzczeni Duchem Świętym, mówią, że coś mają, ale charakter pokazuje, że nie mają nic oprócz tego, co mieli, tyle że teraz to jest religijne. „I odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie, do kogo pójdziemy, ty masz słowa żywota wiecznego”. Jezus powiedział: „Jeśli chcecie, to i wy mnie zostawcie”. Jezus już nie szuka popularności, nigdy jej nie szukał, ale to był moment, kiedy wprost powiedział: „Chcecie i wy odejść?”. „Panie, do kogo my pójdziemy, ty masz słowa życia wiecznego”. Piotr i inni zostawili wszystko i poszli za Nim, ale ciągle nie zostawili jeszcze tego, czym byli. I on mówi: „A myśmy uwierzyli i poznali, że ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego”. I to był początek prawdziwej rewolucji duchowej w ich życiu. „Wszystko to zostało za nami Panie, nie mamy już do kogo pójść”.

Ludzie dokonują wyboru dzisiaj, my już dokonaliśmy. Stare towarzystwo znikło, przesiane ewangelią. Ja pamiętam i ty pamiętasz, jak nawróciłeś się. Ilu starych przyjaciół odwróciło się od nas? Przesiani byli ewangelią. Jedni nawracali się u mnie w domu, inni pukali się w czoło i wychodzili, trzaskali drzwiami i mówili: „Zwariował Kulec do końca”. Teraz Panie mam już wszystko Twoje, już nie mam dokąd pójść. Zostawili wszystko, poszli za Nim. Wszystko mieli Jego, ale to nie był koniec procesu, który On w nich rozpoczął. Uczę się Panie, by ci służyć. Panie, do kogo ja pójdę teraz, kiedy mam Ciebie? Pamiętam jak po nawróceniu, gdy byłem listonoszem, wracałem ze swojego rejonu. Już rozniosłem wszystkie listy i spojrzałem na bar, do którego zawsze chodziłem jak skończyłem robotę. Każdy listonosz chodził na piwo do baru. I coś mi przyszło do głowy – żeby tam wejść i zobaczyć, jak to tam było. Wszedłem tam spojrzeć i mnie odepchnęło. W tym dymie, w tym hałasie siedzieli ludzie. Wyszedłem i mówię: „Czemu tam siedziałem cały dzień? Co ja tam robiłem? Ja bym teraz 5 minut… musieli by mnie przywiązać, żebym siedział”. A wcześniej siedziałem cały dzień i nie było mi trudno. Zobaczyłem, że to wszystko zostało za mną. Usiadłem kiedyś i mówię do mojej żony: „Wiesz co, już bym nie miał dokąd pójść, gdyby nie mój Jezus”. Jakby mi dziś zabrać Biblię i zabrać Jezusa, to nie wiem, gdzie bym dzisiaj poszedł. Ja już nie umiem żyć inaczej. Ja rano wstaję i moje myśli wołają do Boga. Wieczorem kładę się i Bogu dziękuje, idę po ulicy, jadę samochodem i wszystko we mnie modli się i czci Pana. Ja już nie mam do kogo pójść, naprawdę nie mam. Jeszcze niektórzy potrafią coś włączyć i jeszcze popatrzeć na jakiś program i na chwilę zapomną. Ale kiedy coś jest nie tak z moim Panem, nie wiem, gdzie mam iść, gdzie mam biec. Nie umiem już inaczej żyć.

Tak zaczęło się zmieniać życie Piotra i życie twoje, i życie moje. Ja do czegoś dzisiaj zmierzam. Mamy rocznicę i chcę patrzeć, rozpatrywać życie tylko jednego z nich, by wam pokazać, jak wierny i dobry jest Jezus. Kiedy patrzę na moje życie – patrzę, jak oczyszcza mnie Jezus. Kolejne posty i modlitwy zmieniają naszych zborowników, naszą młodzież. Patrzymy na to, co mamy w naszych domach – Jego książki, Jego muzyka, Jego rozmowy. Nawet plany życiowe należą do Pana. Nawet moja rodzina należy do Niego. Wszystko jest Jego. Kiedyś w moim domu nie wszystko było Jego. Kiedyś dużo w moim domu było cudze, było złe. „Do kogo pójdziemy Panie?”. Do kogo pójdziemy? Wiecie, co znaczą słowa: „do kogo pójdziemy”? Bracia i siostry, te słowa znaczą: „Drogie dziecko Boże, chcesz mnie dalej słuchać – mówi Pan”. Amen. Chcesz mnie dalej słuchać, chcesz uczyć się mojego Słowa, to teraz uważnie posłuchaj. Opowiedz sobie swoje życie jeszcze raz i zobacz, z jakiego bagna wyciągnął cię Pan. Kto mógł tego pokonać? Ja nie chcę, żebyś umarł – mówi Jezus. Ja widzę wszystko inaczej niż ty widzisz i musisz się uczyć. To jest to, co do nich mówił Jezus. On stoi nad nami tak, jak tata stoi nad chorym dzieckiem. Jeśli ktoś miał kiedyś dzieci, to wie, jak chorują dzieci. Kiedy chory jest dorosły, to narzeka. Mówi: „Takie leki drogie, a ja muszę brać. Już na te lekarstwa nie wystarcza, już nie mogę na to patrzeć”. A dziecko jak jest chore – ja mam dzieci i wy macie dzieci, większość z was – żałośnie leży i płacze, tylko tuli się i liczy na ciebie. Jaki to ból, jaka bezsilność, kiedy nic nie możesz zrobić! Jaka radość, kiedy przychodzi Jezus pomiędzy was i czyni cud. Jaka radość pomodlić się z chorym synkiem i wiedzieć, że w nocy przyjdzie najlepszy lekarz z wizytą. I kiedy rano obudzi się, już choroby nie będzie w domu. Chwała niech będzie Jemu!

On tak stoi nad nami, jak nad chorym dzieckiem i za każdym razem mówi: „Dzisiaj zabiorę to na siebie”. Bo zbliża się cierpienie, zbliża się poniżenie. To nasze grzechy sprawiają, że w tej drodze Piotra z Jezusem, w tej twojej drodze z Jezusem widać Golgotę. Musisz dojść do tego miejsca. On dla nas tam poszedł. To jest straszne – myśli Piotr i myślimy my. Straszny nie jest krzyż, straszne nie jest to, co się stało. Straszny jest wasz grzech – mówi Jezus. Wy płaczecie nade mną? Wy nad sobą płaczcie. To wasz grzech jest straszny. Kiedy patrzysz na krzyż… Golgota była wyniesiona na publiczny widok. Tam z Pana chwały zdarli ubranie, publicznie Go przybili, wywyższyli, pokazali hańbę przed całym światem. Dzisiaj przydrożne krzyże w Polsce ubierają w kwiatki, ozdóbki. Powieszą nawet baloniki na krzyżu, kwiatuszki, wstążeczki. Chcą ten krzyż jakiś taki ładniejszy zrobić. Ale ten krzyż ma być brzydki, ma być straszny. Ma być haniebny i ma być krwawy, bo tylko taki jest naprawdę, jaki jest. Taki on był. I nie jest straszny dlatego, że Bóg jest straszny. Jest straszny, bo nasz grzech jest straszny, bo nasze zło jest straszne. To go czyni strasznym i nic innego. I oni widzą jak się zbliża. Jezus zapowiada swoją śmierć. Jezus mówi o hańbie. I to jest dokładnie to, co dziś mamy. Kiedy chcesz zwiastować krzyż i mówisz o hańbie Chrystusa, w wielu miejscach już mówią: „Stop. Już przestań. Mów o błogosławieństwie Bożym. Opowiedz nam o Bożej miłości”. To jest właśnie Boża miłość. To jest Boża miłość. On mówi: „Muszę iść, będę zdradzony, będę opluty. Idę na śmierć”. A Piotr mówi: „Stop, Panie nie mów już więcej o tych rzeczach. Nie przyjdzie na ciebie takie coś”. O, ja nie chciałbym zobaczyć twarzy Jezusa w tamtym momencie. Myślę, że jak Piotr spojrzał Mu w oczy, to się Go wystraszył. „Odejdź ode mnie szatanie, bo ty nie szukasz tego, co jest Boże, tylko tego, co swoje”. Przecież Panie zostawiłem wszystko, żeby pójść za Tobą. Przecież uwierzyłem w te rzeczy, które podawałeś, żeby wierzyć. Panie, przecież chodzę do kościoła. We wszystkie nasze doktryny wierzę, a Ty mówisz – odejdź szatanie? Zostawiłeś wszystko, ale nie zostawiłeś ciągle siebie. Ciągle chodzisz z sobą. Ciągle masz humanistyczne poglądy.

Pamiętajcie – dzisiaj lansuje się humanizm. W Polsce nawet zborowników posyłają do psychiatrów. Uczą ludzi dobra, kochać zwierzęta. Tylko nie uczą kochać Boga. Jak kochasz Boga, będziesz kochał zwierzęta tyle, na ile trzeba. I będziesz kochał ludzi przede wszystkim. Humanizm jest największym wrogiem Boga, największym, jaki jest. Humanizm mówi, że człowiek jest dobry, tylko czasami mu się zdarzy coś złego zrobić. A Bóg mówi, że człowiek jest zły. „Nie myślcie o tym, co ludzkie” – mówi Jezus. „Odejdź szatanie”. Myślę, że Piotr musiał się wystraszyć tego, co tam Jezus zobaczył. Różne słyszałem tłumaczenia tego Słowa, ale wiem jedno, że nie podobało się Jezusowi, kiedy hańbę krzyża odsuwaliśmy i chcieliśmy dobrymi słowami wszystko ułożyć. Dlaczego to jest Boże? Wiecie, dlaczego to jest Boże? Bo On przyszedł, aby zgładzić nasze grzechy. Wiecie, co grzech zrobił Bogu? My myślimy, że grzech to jest to, że nam się coś noga podwinęła. Grzech to jest stan, w którym człowiek trwa, a nie, że się komuś coś zrobiło. Zrobiłeś komuś coś, bo w takim stanie jesteś, żeś zdolny mu to zrobić. Co grzech zrobił Bogu? Powiem wam, co grzech zrobił Bogu. Po pierwsze, grzech odrzucił całkowicie Boga. Po drugie, zamienił Boga na bałwany, poniżył, ukrzyżował, chciał zamordować i odrzucił tę ofiarę. Grzech zrobił wszystko, co jest Jemu przeciwne. Był czas, kiedy stali na górze przemienienia. Jezus, a przy Nim jedyna sposobność, żeby oglądać Boże rzeczy. Poza Jezusem nic Bożego na ziemi nie ma, ale przy Nim była sposobność oglądania Bożych rzeczy. I przy Nim brzmiał głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. I Piotr mówi tak, jak my mówimy: „Panie, tak nam dobrze. Zostańmy”. Ale Jezus nie odpowiada – tak Piotrze, zostańmy. Piotrze, buduj namioty, zostaniemy już tutaj, dobrze nam razem już będzie.

Dzisiaj jest wiele kościołów, które zamknęły swoje drzwi. Kiedy Karl zaczął karmić bezdomnych w Rosji, to niektóre kościoły obraziły się na niego i nie wpuszczali ich do zboru. Kiedy zaczynasz zwiastować grzesznikom, to niektóre kościoły też tego nie lubią. Mamy czasem takie kościoły, które są jak „towarzystwo świętych”, klub dla świętych. Kiedyś jeden brat powiedział, że Kościół to nie jest klub dla świętych, tylko to jest szpital dla grzeszników. „Tak nam tu dobrze. Zostańmy”. Ale Jezus widzi, że droga daleka. Schodzą w dół, a ludzie w tym czasie nic nie przeżyli. Oni są ślepi i niczego nie widzą. I dlatego Jezus nie mógł pozwolić, aby tak zostało. Nie możesz zostać tylko w Kościele, w kościelnej ławce. Ja wiem, że dobrze jest, kiedy Pan mówi, kiedy Pan błogosławi zbór. Patrzymy na życie liderów Kościoła, na życie naszych przywódców, mężów Bożych, patrzę na życie wielu braci. Nigdy nie zapomnę mojego przyjaciela, którego pochowałem. Niejednego z nich wsadziłem do grobu, choć jestem młodym człowiekiem. Jedną z najbardziej wstrząsających rzeczy u mnie w domu jest mój album ze zdjęciami. Prawie połowa moich przyjaciół już nie żyje. Dlatego, że mam przyjaciół wśród misjonarzy i nie dlatego nie żyją, że zostali gdzieś tam na maleńkiej modlitwie i na maleńkim uwielbianiu. Ale dlatego nie żyją, że poszli dalej, dalej i dalej, aż w głębię tej śmierci. Pamiętam jak śpiewaliśmy: „Panie, bliżej, o bliżej. Panie, w głębię Twej śmierci mnie wciąg”. Czy my na pewno tego chcemy? Jezus widzi wszystko nadal realnie: „Nie możemy tu zostać. To jeszcze nie jest Piotrze niebo. My jeszcze nie doszliśmy do nieba”.

Pewnego dnia… Był taki sam zwykły dzień jak zawsze. Myślę, że tamtego dnia Piotr obudził się tak jak zwykle, ale to był dzień, kiedy miał coś usłyszeć, słowa, które mu będą brzmiały w uszach jeszcze nieraz. „Szymonie, Szymonie. Oto szatan wyprosił sobie, żeby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich. On zaś rzekł do niego: Panie z Tobą gotowy jestem pójść do więzienia i na śmierć”. Chcę zwrócić waszą uwagę na dwie rzeczy, zanim przejdziemy dalej w życiu Piotra. Po pierwsze, szatan sobie wyprosił, żeby was przesiać jak pszenicę, a co my w tym czasie wyprosiliśmy? My w tym czasie często spaliśmy, kiedy szatan sobie wyprosił. My w tym czasie często zaniedbywaliśmy, kiedy szatan sobie wyprosił. Kiedy był czas, żeby się modlić i czekać na Pana, my zaniedbaliśmy. Gdyby nie następny werset, nie byłoby dla nas nadziei. Kiedy Jezus powiedział do niego: „Szymonie, szatan sobie wyprosił…”. Co mógł powiedzieć Szymon? Już nic nie mógł powiedzieć, bez nadziei by został. I znowu światło nadziei przychodzi przez Jezusa: „Ja zaś prosiłem za tobą”. Dzięki Bogu za Jezusa. „Ja zaś prosiłem za tobą. Ja prosiłem za tobą”. To jest ten, który jest prawdziwym wstawiennikiem. To jest ten, który wstawił się za nami. Kiedy ty nie prosiłeś, ktoś za tobą prosił i dziękuj Bogu, że żyjesz. Alleluja! On mówi: „Panie, z Tobą gotowy jestem iść na śmierć”. Ty nic nie rozumiesz Piotrze. Jezus stał i prosił, bo wiedział, że on na nic nie jest gotowy. Kiedy słyszymy wielkie Boże obietnice, często zapominamy, że Bóg myśli troszkę inaczej niż my. I tak życie płynęło dalej i on chyba słyszał te słowa w swoich myślach. A pewnego dnia Jezus wszedł jak zwykle, zrzucił swoją szatę, przepasał się prześcieradłem, postawił misę z wodą, a uczniowie patrzą: „Co On robi? Podłogę będzie mył? Co On będzie robił? Przecież my wiemy, kto to jest”. A On bierze brudną nogę, może nawet śmierdzącą nogę, nie umytą, brudną od pyłu, z grubą skórą na nodze. Chwyta w ręce i robi robotę najniższego niewolnika. „Nie, nie, nie Panie Jezu! No już! Tego to nie będziesz robił”. „Jak cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną”. Znowu twoja pycha. Ty zostawiłeś wszystko, ale nie zostawiłeś tego, kim jesteś. „O, jak tak Panie, to umyj mnie całego, ja chcę zawsze być z Tobą”. „Nie, nie, tylko tyle cię umyję, żebyś się nie mógł wynosić. Tylko tyle, żeby twoja pycha nie wyrosła. Umiesz służyć i potrafisz przyjąć służbę innych – oto jest droga po moich śladach”. My często potrafimy służyć, ale nie potrafimy przyjmować służby tak, jak Bóg by chciał. Jedni tylko czekają, żeby im służyć, inni służą i czasem myślą, że to też pokora, ale nie chcą przyjąć służby. A Bóg ustanowił różne służby. Niech wszyscy wśród was będą równi. Jeśli jesteś wysoko postawiony, naucz się myć nogi innym, a jeśli jesteś żebrakiem, pozwól, że ktoś ci usłuży. To są Boże zasady.

Powoli zbliżam się do końca, ale i zbliża się do końca moja historia. Chociaż nie całkiem. Nadchodzi dzień ciemności i nadchodzi ten moment krwawej modlitwy Jezusa. To jest wstrząsające, ale przyszedł ich obudzić z zakrwawioną twarzą. Oni spali, a On się modlił. I przyszedł raz ich budzić, drugi raz. W końcu przychodzi, a wcześniej Słowo Boże mówi, że „pot jego był niczym krople krwi”. Ja sobie wyobrażam, jak strasznie musiał wyglądać, kiedy podniósł ich ze snu. Chce się spać, nie ma nastroju do modlitwy. Ile razy my w tym miejscu jesteśmy i wtedy nadchodzi zgraja, i wtedy pojawia się zdrajca. On poniósł za nas to, my nie byliśmy gotowi na nadchodzący w nocy sąd. My nie byliśmy gotowi na to, co grasuje w nocy, w ciemności. I Jezus poniósł to za nas. Kiedy tam znowu patrzę, widzę Piotra takiego, jak siebie, we wszystkich moich wadach, we wszystkich moich słabościach. Widzę ten miecz, jak wyciąga i tym mieczem wali w głowę jednego. Ktoś kiedyś powiedział, że mu obciął ucho tylko dlatego, że nie wycelował tak, jak należy. Zeszło mu na bok. Chciał lepiej uderzyć. To jest ten miecz ludzkiej sprawiedliwości. Próbujemy sami załatwiać sprawy w Kościele. Dość mamy tej uległości, zależności Jezusa. Ale Syn Boży zniszczy te nasze poukładane religijne półeczki. On nie tylko mówił, ale chciał się tego, co mówił trzymać aż do śmierci i tego od nas wymaga. Jezus odrzuca ten Piotrowy sposób załatwienia sprawy i uzdrawia ucięte ucho. I Piotr już w ogóle nie wie, co ma myśleć. Czyżby Pan był z naszymi wrogami? Chcę wam powiedzieć. Kiedy Jezus tam stał jak Baranek Boży, kiedy Jezus był aresztowany i prowadzony, Jezus nie patrzył na ludzi, jak na wrogów i przyjaciół. Jezus patrzył jak na ludzi, jak na tych, których grzechy wziął na siebie. Każdy grzech wziął na siebie. Najgorszego wroga Bożego grzech został położony na Nim, kiedy szedł na Golgotę. Amen. Na żadnego nie patrzył jak na wroga. Na żadnego nie patrzył jak na tego, którego by nie wziął na siebie. Na żadnego z nas. To z kim jest Bóg? – myśli Piotr. Z kim jest Bóg? Wydawałoby się, że jest po naszej stronie, ale uleczył oprawcę.

Chcę wam dzisiaj powiedzieć: Bóg nie jest po waszej stronie, to wy macie być po stronie Bożej. Bóg nie będzie stawał po waszej stronie. Albo wy staniecie po Jego stronie, albo nie będziecie z Nim. Nasze drogi w tym miejscu oddzielą się. W naszych rękach będzie miecz, a w Jego sercu będzie: „Ojcze, odpuść im”. Odpuść im, takim ludziom. Jeśli miecz, to miecz Słowa Bożego, przyjdzie na to czas. W obliczu takiej postawy Jezusa okazuje się, że Piotr był innej wiary. To były dwa różne sposoby myślenia. Czemu się dziwicie, że Piotr musiał się nawrócić? Czy nie widzimy, że i my często jesteśmy gotowi na sprzeczki o wiarę? Miałem przyjaciela, do którego chodzili świadkowie Jehowy. Oni się zawsze sprzeczali. Do nocy siedzieli i sprzeczali się. Kłócili się. Świadkowie tak się denerwowali, że aż wstawali i na niego krzyczeli albo on na nich krzyczał. Potem siadali i znów coś tam szukali. I raz on się modlił i Bóg mu pokazał: „Dosyć tych sporów. To mi się nie podoba, że ty się z nimi spierasz i spierasz, i kłócisz”. I on zaczął się modlić, płakać przed Panem. I Bóg mu pokazał jego grzeszność. Bóg mu pokazał jego egoizm. Opowiadał mi, że zobaczył największe brudy swojego życia. A za piętnaście minut mieli przyjść świadkowie Jehowy. I przyszli. Elegancko ubranych dwóch panów z teczką. Usiedli, a on roztrzęsiony siedział. Opowiadał mi: „Nie miałem im nic do powiedzenia i zacząłem im opowiadać o moich grzechach. Jak Bóg mnie dzisiaj przekonał do moich grzechów, o tym, jak Jezus umarł za moje grzechy i o tym, że Bóg widzi ukryte grzechy, widzi ukryte cudzołóstwa, ukryte kłamstwa, ukrytą złość i ukrytą nienawiść”. I wiecie, co się stało? Tych dwóch świadków Jehowy chodzi dziś do jego zboru. Popłakali się tam razem z nim. Ludzie twardzi, ludzie wyrachowani, gotowi odpowiedzieć wersetem na werset, mający odpowiedź na wszystko… Ale kiedy Duch Święty zaczął przekonywać o grzechu, nie mieli żadnego wersetu. Nie zostało im nic, razem tam siedzieli. I on powiedział, że było to najbardziej niezwykłe spotkanie ze świadkami Jehowy, jakie miał w życiu. Przyszło przekonanie o grzechu. Mówił: „Tylko im opowiedziałem o mojej grzeszności, a oni tam pokutowali razem ze mną i razem służą Panu”.

Wiara Piotra nie działała tak, jak myślał i moja nie działała tak, jak myślałem, i twoja. Zaparcie się Jezusa przez Piotra pokazało, że zupełnie nie trafił w miejsce, w którym miał być, że zupełnie nie doszedł do miejsca, w którym myślał, że jest. „Nie znam Cię Panie”. Ile razy nasze życie mówi: „Nie znam cię Panie, nie wiem kim jesteś”. Trzy lata kazań i wszystko na nic. I tu chcę wam pokazać jeszcze jedną głębie, zobaczcie na coś bardzo ważnego. Judasz nie powiedział, że nie zna Jezusa. Judasz powiedział: „Znam Go”. To Piotr powiedział: „Nie znam Go”. Judasz mówił, że zna Jezusa, nie zapierał się i światu to wcale nie przeszkadza, że ty mówisz, że znasz Jezusa, dopóki stoisz po stronie świata. Możesz być radykalnym teologiem, bylebyś miał liberalne podejście do życia. Możesz mówić, że znasz Jezusa, bylebyś tylko ciągle żył jak świat. Wtedy jesteś taki sam jak Judasz, który Go sprzedał. My mówimy: „Znam, znam Jezusa”, ale żyjemy dokładnie tak, jak świat i dlatego światu wcale nie przeszkadza, że ludzie chodzą do kościoła. Ale kiedy Duch Święty cię wypełni i nowe życie powstaje, kiedy masz odwagę przyznać się przed wieloma tak jak Piotr: „Nie znam Cię”, to jest zupełnie coś innego. Bóg nazywa to, co zrobił Judasz zdradą, a to, co zrobił Piotr – upadkiem. Za pieniądze Judasz Go znał, za zysk Go znał i żył jak świat, i czerpał zyski z pobożności z tego, że znał Jezusa. Ilu dzisiaj pastorów tak żyje? Wiecie, ilu kaznodziei tak żyje? Włączcie programy chrześcijańskie, zobaczycie jak zbierają pieniądze. Znają Jezusa, byle tylko dobrze im zapłacić. Ale nie są gotowi pójść tam na ten dziedziniec. Kiedy pali się ogień sądu, kiedy pali się ogień krytyki nad Słowem Bożym.

Wejdziemy do Unii Europejskiej i zobaczycie, jaka lawina homoseksualistów ruszy na waszą wiarę. Zobaczycie w telewizji – tak jak w Holandii, w Niemczech, w Ameryce będą przeciwko Synowi Bożemu mówić. Zobaczymy, ilu wtedy będzie miało odwagę wstać. Wielu z nas jak Piotr ucieknie. Celem tego jest to, żeby nasza wiara w nas samych upadła, a żeby wzrastała wiara w Niego. Jako ludzie widzimy tylko tak mało. Potem jest zmartwychwstanie i pierwsze, co Jezus mówi to: „Powiedzcie uczniom i Piotrowi”. Nieraz słyszeliście w kazaniach jak ktoś podkreślał: „I Piotrowi”. Krótko mówiąc, Jezus żyje. Piotr pobiegł do grobu, który był pusty. Zastanawiał się: „Gdzie dali naszego Pana?”. Ale On mówi, że wypełnił Pisma. Dużo później Paweł w Liście do Koryntian napisze: „Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism, i że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu; potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli”. Jezus żyje. I taki Jezus żyje wczoraj, dziś ten sam i na wieki żyje. Przyszedł czas zamieszania w życiu Piotra. No przecież żyje Jezus, przecież nie ma Go w grobie, a jednak zobaczcie, co się w tamtych dniach stało. Wiele się stało, nie mam czasu wszystkiego omówić, ale jedno na pewno widzicie. Piotr powiedział: „To nie dla mnie, idę łowić z powrotem ryby”. I poszedł łowić ryby. „Przecież chciałem służyć, ale nie wyszło, na szczęście wszystko jakoś będzie”. Kiedy łowili ryby, na brzegu ktoś stał. Wiernie stała mała postać daleko na brzegu. Już nie szedł po wodzie, ale stał i czekał. Piotr nie poszedł łowić ryby dla Niego. Piotr poszedł znowu łowić ryby, a tam na brzegu ktoś stał. Tam w morzu już niczego dla Piotra nie było. I kiedy ty odejdziesz czasami i pójdziesz tam, gdzie Bóg cię nie powołuje, kiedy wola Boża będzie czekać daleko, będziesz błądził, to wiedz, że w oddali zawsze będziesz widział ten ogień. Im dalej, tym słabiej. Ale Piotr wrócił, rzucił się do wody i z powrotem pobiegł do Jezusa. Nadejdzie pytanie, które miało uświadomić, że przecież kochasz Jezusa. Amen? Kochasz Jezusa. Lata ci lecą przyjacielu. Mnie lecą lata i tobie. Lecą nam lata, nasze twarze się starzeją. Patrzymy na zdjęcia i widzimy, że lata lecą, a wola Boża gdzie leży dla twojego życia? Czy już wypełniona? Czy wypełniasz? Czy idziesz tam, gdzie chciał Bóg? Kiedyś jeden brat mył naczynia w restauracji i żalił się naszemu pastorowi, że to takie gary myje, żadna robota. A on mu powiedział: „Przyjacielu, nikt nie myje garów w restauracji, nikt nie ma roboty. Każdy ma miejsce tam, gdzie go postawił Bóg. Bóg cię tam postawił”. „Piotrze, miłujesz mnie?”. Myślę, że kiedy Jezus spytał go czy Go miłuje, to on może powiedział: „Panie, to ja powinienem spytać czy Ty mnie jeszcze miłujesz za to, co zrobiłem”. Ale kiedy widzi się Jezusa, to widać, że Jego miłość jest bezwarunkowa. Panie, czy miłujesz mnie? Hmm… „Dla kogo był krzyż? Czy ty mnie kochasz Piotrze?”. To było bardziej właściwe pytanie. „Panie, Ty wszystko wiesz” – Piotr powiedział.

Ja nigdy nie zapomnę, to było kiedyś w czasie modlitwy… W zborze modliłem się i wszystko się we mnie złamało, i płakałem przed Jezusem, i powiedziałem: „Panie, Ty wszystko wiesz. Widzisz te moje słowa, te moje próby, moje dzieła, to, co robię. Ty i tak wszystko wiesz! Panie, Ty wszystko wiesz”. Bóg wie wszystko i to było odkrycie, nie teologia. Wiele razy mówimy, że Bóg wie. Wielu z was słyszało sto razy na kazaniu, że Bóg wie wszystko, a żyjecie, jakby wcale wszystkiego nie wiedział. To musi być odkrycie z serca, to stać się musi życiem, a nie teologią. I potem przyszedł ogień z nieba. To nie był tylko dzień Pięćdziesiątnicy. Ten ogień przyszedł po coś więcej, to był początek służby. To było to, kiedy to stare „ja” było coraz mniejsze, a to nowe było coraz większe. Kiedy już nie tylko wszystko zostawili, ale nawet siebie zostawili. Poddani Duchowi Świętemu. Piotr wstaje i mówi kazanie, i wszyscy wiecie, że już się wtedy nie zapierał. Początek służby, decyzja, by pójść dalej niż Getsemane, jeszcze dalej. Co jest potem? Krzyż za to, że się nie zaparłeś. Jest krzyż. Idziesz tam, gdzie iść nie chcesz, tak jak obiecał Piotrowi Pan. Pójdziesz tam, gdzie nie będziesz chciał iść, przepaszą cię. Nie wiecie, ilu z was przepaszą. Nie wiecie, jakie dni idą. Panie, jeszcze nigdy tak daleko nie poszedłem. Zawsze tylko do granicy tego, co znałem. Ale wtedy głosił jak nigdy przedtem, tak, jakby to nie był ten sam Piotr. Kiedy szedł do bramy to już mówił: „Nie mam złota ani srebra, ale mam Jezusa”. Już nie miał Piotra, miał Jezusa. Już nie tylko wszystko zostawił, ale i siebie nawet zostawił. Potem stoi naprzeciwko Judaszy pierwszego Kościoła – Ananiasza i Safiry.

W ostatnią niedzielę Bóg dał mi Słowo do mojego zboru i głosiłem właśnie z 5 rozdziału Dziejów Apostolskich o Ananiaszu i Safirze. I nieraz my mówimy, że chcemy przebudzenia. Wielu młodych ludzi woła o przebudzenie, ale mają na myśli takie przebudzenie z tańcem, z oklaskami. A ja mówię: czy zdajecie sobie sprawę, że jeśli przyjdzie prawdziwe przebudzenie, to niektórych z was wyniosą martwych z tej kaplicy? Bo jesteście złodziejami i nie chcecie powiedzieć. Nie wiem jak u was, u mnie księgowa mi pokazuje. Nie wszyscy nasi zborownicy płacą dziesięcinę. To znaczy, że złodzieje siedzą. Wiecie dlaczego? Nie, nie dlatego, że ja ich tam wyłuskałem i znalazłem: „O, nie zapłaciłeś”. Ale zachowują się, jakby zapłacili. Siedzą na krzesłach, za które nie chcieli zapłacić, świeci się światło, za które też nie chcieli zapłacić, korzystają z budynku, za który nie chcą zapłacić. My mamy płacić, a oni siedzą i udają, że są częścią nas. A guzik! Grosza nie dali nawet, żeby za to było. A tylko krytykują, że kazanie nie takie, ale nawet grosza nie dali. A zachowują się, jakby dali. To jest dokładnie to, co zrobili Ananiasz i Safira. Zachowywali się, jakby dali wszystko, co mieli, a wcale nie dali. I ja mówię: wielu z was zachowuje się tak, jakby płaciło dziesięciny, a nie płacicie. Tylko tak się zachowujecie, udajecie, że płacicie. Zachowujecie się, jakbyście dali na Królestwo Boże – nie tylko pieniądze, ale czas, a nie daliście. Mówicie: „Modlimy się”, a wcale się w domu nie modlicie, mówicie: „Pościmy”, a wcale nie pościcie. Bóg dał mi Słowo do mojego zboru i dziś tylko wam je powtarzam. Jeśli przyjdzie przebudzenie, to z zielonoświątkowego Kościoła w Polsce wyniosą trupy być może nawet niektórych prezbiterów. Trupy ich wyniosą! I dlatego jeszcze nie przyszło, bo Bóg ma nad nimi miłosierdzie. Oni myślą, że orkiestrą zrobią przebudzenie, że muzyka zagra i będą mieć przebudzenie, że nagle Polska się obudzi i polecą się zapisywać.

Strach padł na cały zbór. A Piotr tam stał, widział wcześniej Judasza, który też mówił, że zna Jezusa, a teraz widział Ananiasza i Safirę. Też mówili, że znają. Zachowywali się, jakby robili wszystko tak, jak wszyscy, ale nie robili i Bóg to widział. Spytajcie zborowników w waszych zborach: „Bracie, a zgadzasz się z dziesięciną?”. „O… pewnie, że się zgadzam”. Ale wcale nie dajesz. Jesteś złodziejem. Siedzisz na krześle, za które nie masz udziału, a Kościół jest wspólnym dobrem, znaczy kaplica. Ktoś dał, a ty używasz i udajesz, jakbyś też miał w tym część. Dziesięcina nie znaczy, że trzeba dać 5000 koron, dziesięcina nie znaczy, że trzeba dać milion, dziesięcina znaczy, że 10 procent należy do Pana. Amen. To wszystko, co znaczy. 10 procent: masz koronę na miesiąc – 10 procent jest Pana. Nie tylko Piotr ma Jezusa teraz, teraz już Jezus ma Piotra. I teraz Jezus chce mieć ciebie i mnie.

Potem Pan posyła swojego anioła i uwalnia Piotra z więzienia. Bo Pana ma – Jezusa. On zna czas… I jak Jezusa nikt nie mógł zabić dopóki nie powiedział ostatniego słowa, dopóki nie wypowiedział ostatniego zdania, tak Piotra nikt nie mógł przepasać i zabić, dopóki nie wypełnił swojej służby. Kościół modlił się gorliwie. Aż śmiesznie jest patrzeć na tę ich modlitwę. Ona była taka prosta, taka gorliwa. Oni się modlą: „Panie Boże, uwolnij Piotra, Panie Boże, uwolnij Piotra”. Piotr już przed drzwiami stoi, wali w drzwi i nie słyszą. W końcu ktoś podchodzi do drzwi. I jeszcze trochę, a by mu powiedzieli: „Ty, słuchaj tam za drzwiami, nie przeszkadzaj nam, bo my się o Piotra modlimy, żeby go z więzienia Bóg uwolnił”. A Piotr mówi: „To ja”. Bóg tak szybko reagował, bo Bóg miał Piotra, a Piotr miał Boga. Pan miał Piotra, a Piotr miał Pana. Pośród radości i trudu rosnącego Kościoła, czasem trudno uwierzyć, że nadejdzie zapowiadany dzień. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, gdy byłeś młodszy sam się przepasywałeś i chodziłeś dokąd chciałeś, lecz gdy się zestarzejesz wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze, kto inny cię przepasze i poprowadzi dokąd nie chcesz”. Nikt nie chce. Zbliża się odejście do Pana. To nie były takie dni… Poczytajcie 2 List Piotra. To już nie jest ten Piotr, który mówi: „Odejdź ode mnie Panie”. Nie, nie, teraz już Piotr nie mówi tak. Posłuchajcie jeszcze trochę, chcę wam dać to przesłanie od Pana. Piotr już nie mówi wtedy do Pana: „Panie, odejdź ode mnie”. Ale mówi: „Panie, ja chcę odejść do Ciebie”. Już nie mówisz więcej: „Panie odejdź, bo ja jestem grzeszny”. Ale kiedy Jezus cię zmieni, kiedy wszystko, czym jesteś oddajesz dla Niego, już nie mówisz: „Panie odejdź, bo ja jestem grzeszny”, ale mówisz: „Przyjdź Panie Jezu”. Amen. To jest to, co mówisz wtedy. Przyjdź Panie Jezu. Już nie od Boga do świata, ale od świata do Boga uciekać się chce.

Jak patrzę, umęczony jestem tym wszystkim. Patrzę i rozumiem, co znaczy, że przyszły dni, kiedy zaczynają żywi zazdrościć umarłym. Bo widzę, jakie dni idą i wiem, że jeszcze Bóg da Kościołowi łaskę. Ale chcę wam powiedzieć, że niektórych wyniosą, bo tak jest zawsze, kiedy jest przebudzenie. A potem ci, co zostaną pełni Pana, też zapłacą cenę, bo świat Go nienawidzi, bo On się nie zmienia tak, jak świat się zmienia. Piotr, stary dobry Piotr, pisze listy, które staną się wsparciem dla całego Kościoła. Listy pełne Ducha Świętego, Słowo Boże. Może dawno nie czytałeś tych listów. Może żyjesz świeckim życiem, ciągnie cię robota, nie masz czasu, żeby dobrze się nawet wyspać i zjeść. Nie masz czasu dla dzieci, nie masz czasu dla żony, nie masz czasu dla Biblii, na nic nie masz czasu. Pamiętaj… Bóg jedną rzecz mi pokazał, że kiedy przestaję mieć czas, to znaczy, że gdzieś wyszedłem poza wolę Bożą. Kiedy nie mogę się pozbierać, bo już mi na wszystko brakuje czasu, znaczy, że gdzieś wyszedłem poza wolę Bożą. A ja takie życie prowadzę, że mi to łatwo przychodzi. Posłuchajcie, to drżąca ręka napisała, kiedy już wiedział, że zbliża się dzień odejścia. „Wiedząc o tym, iż rychło trzeba mi będzie rozstać się z życiem, jak mi to zresztą Pan nasz Jezus Chrystus objawił”. Wiedząc o tym już wie, że nie jest godny, ale teraz Piotr wie, bo ma słowo od Pana. „Synu i córko Boża, rozdzielić cię może ze mną tylko twój grzech. To już teraz twój wybór, dokąd idziesz, bo Ja jestem z tobą, chociaż ty nie jesteś godny”. Ale chcę ci powiedzieć, nie jesteś godny i nigdy nie będziesz godny. Jezus jest godny. Amen. Jezus jest naszą godnością, Jezus jest naszą czystością, Jezus jest naszą świętością. Bóg nas widzi tylko w Nim, a poza Nim nas nie widać dla Boga. Chcę wam powiedzieć więcej. Jestem niegodny, ale znalazłem Pana, który jest godzien stawić mnie nieskalanym i czystym. Stawić mnie z weselem i wprowadzić do Swojego Królestwa. On jest godzien. On nam powie: „Znam cię synu i znam cię córko”. Nie dlatego cię zna, że byłeś zapisany w jakiejś kartotece. Nie dlatego cię zna, że byłeś kimś znanym, bo świat cię znał. Nie dlatego cię zna, że powiedziałeś jak się nazywasz, ale zna cię, bo się tyle razy spotykaliście tak wspaniale, kiedy ty się modliłeś, a On przychodził i cię nawiedzał. Zna cię, bo cię prowadził w najtrudniejszych dniach życia, zna cię, bo jutro w pracy może ci zaproponują łapówkę, a ty powiesz „nie”, bo Jezus jest Panem.

Dzisiaj chrześcijanie w Polsce płacą łapówki i nawet nie martwią się tym. Jak głosisz, to niektórzy mówią, że jesteś utopista, że to utopia, przecież wszyscy płacą. Ja nie płacę i nie zapłacę. Jeżeli mnie kiedykolwiek czy w Czechach, czy w Polsce zatrzyma policja i będzie chciała łapówkę, to zadzwonię na policję i powiem, że mnie zatrzymali i chcą mnie okraść. Nie płacę i nie zapłaciłem. To nie jest prawda, że wszyscy muszą płacić. Panie, ja Cię znam i Ty mnie znasz. Kiedy Piotr zaczynał ledwie wierzyć w Jego miłość, Jezus już go dobrze znał i teraz są dobrymi przyjaciółmi. I stary Piotr pisze list i musi odejść. Ja się zaparłem nieraz, Piotr się zaparł, ty się zaparłeś. Ale są dni, kiedy musimy być mocni i silni. Życie ma sens, gdy niesiesz to, z czym Jezus chce ciebie posyłać. Życie ma sens, kiedy jest w nim krzyż, kiedy widzę, jak umieram dla siebie. Widzę, jak żyje Pan i to już nie są tylko słowa. Dla niektórych to są ciągle słowa doktryn. To było wtedy, gdy głosili mi prawdziwą ewangelię. Nie głosili mi ewangelii, że będę bogaty, ale głosili mi ewangelię dla grzeszników. I nigdy nie zapominaj, że każdy na początku łowił tylko ryby. Nigdy nie zapominaj tego. I chcę wam jeszcze przeczytać coś, co napisała drżąca ręka Piotra. Ostatni jego list. Kiedy będziesz czytał 2 List Piotra jeszcze raz, drogi bracie i siostro pamiętaj, że pisał ten list już wiedząc, że idzie na kaźń, że idzie umierać straszną śmiercią. Pisał ten list wiedząc, że już więcej nie będzie miał okazji przemówić do tych, których kochał tutaj, że dopiero tam się spotkają. Czytaj ten list, jak gdybyś czytał list kogoś, kto ostatni raz do ciebie napisał. A wtedy zrozumiesz, gdzie on był. „A Dzień Pański nadejdzie jak złodziej w nocy” – Dzień Pański Biblia mówi. Wielu ludzi się go nie spodziewa. „Dzień Pański nadejdzie jak złodziej w nocy” – nikt nie wie, gdzie i którędy, nikt nie wie, gdzie i jak oczekiwać, a Piotr pisze, żebyście wiedzieli. Piotr pisze do Kościoła, żebyście wiedzieli, jakie spotkanie nas czeka. A teraz przejdźcie do listu Piotra jeszcze na chwilę. 2 List Piotra, 3 rozdział, wersety 10-14: „A Dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności, jeżeli oczekujecie i pragniecie gorąco nastania dnia Bożego, z powodu którego niebiosa w ogniu stopnieją i rozpalone żywioły rozpłyną się? Ale my oczekujemy, według obietnicy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość. Przeto, umiłowani, oczekując tego starajcie się, abyście znalezieni zostali przed nim bez skazy i bez nagany, w pokoju”.

Nie wiem jak na koniec poprowadzili Piotra na śmierć i nie wiem jak my odejdziemy. Może odejdziemy nagle, a może powoli. Wiem jedno, że kiedy Piotr pisał te słowa, to już był koniec. Już widział tamte wrota, to jest miejsce, z którego przyszedł Pan, znalazł mnie, a teraz chce mnie tam wprowadzić. I myślę, że jedne modlitwy powinny być na naszych ustach, kiedy teraz skończymy: „Panie, dziękuję Ci, że przyszedłeś. Panie, dziękuję Ci, że mnie znalazłeś, dziękuję Ci, że miałeś moc mnie ustrzec i że mnie doprowadziłeś”. Piotr w tamte dni już o nic nie prosił. Myślę, że już o nic nie prosił, bo o co może człowiek prosić chwilę przed tym, zanim spotka Jezusa? O co byś prosił? Kiedy wszystko, wszystko wykonało się. Został skazany na śmierć przez Nerona, tak jak mu zapowiedział Pan. Nie wiemy dokładnie gdzie. Historycy nie są zgodni co do tego czy w Rzymie, czy poza. Nie wiemy dokładnie, jak to było w szczegółach. Wiemy, że na koniec poszedł na kaźń całkiem sam. Został sam, sam, sam… Ale Jezus był przy nim i dlatego nie był sam. Został bez ludzi, ale tylko Pan był przy nim do końca. I został sam, tylko Jezus był do końca. To, że był sam wskazuje również 2 List Piotra. 1 List został napisany z Sylasem. 1 List jest piękny w formie, ma dobrą gramatykę. 2 List jest toporny, nie ma pięknej formy. Jest pisany prawdopodobnie przez samego rybaka. Podobnie jak Juda pisze go około 30 lat po Chrystusie do Kościoła, który już jest szarpany przez odstępców i kłamców. Kościół zaczyna cechować życie sceptyczne, jakby Pan miał nigdy nie przyjść. Obyśmy nigdy nie stali się Kościołem, który żyje jak gdyby Jezus miał nie przyjść. Ale Piotr pisze, pisze i te słowa dzisiaj brzmią, że Dzień Pański nadejdzie. Także pozostańcie bracia i siostry na tej drodze. Świat już jest osądzony. Świat już jest tak osądzony, jak dom do wyburzenia. Ja widziałem kiedyś dom do wyburzenia, mieli go wysadzić. To jeszcze cztery razy sprawdzali czy tam nikogo nie ma, zanim go wysadzili. I dlatego Bóg jeszcze, jeszcze… Nie zwleka, ale ma miłosierdzie patrzeć, kto by jeszcze… Pozostańcie na Drodze Pańskiej i zapiszcie sobie w sercach tę Bożą radę: „A wy dobrze czyńcie trzymając się Go niczym pochodni świecącej w ciemnym miejscu. Dopóki dzień nie zaświta i nie wzejdzie jutrzenka w waszych sercach”. Gdzie świeci pochodnia? Słowo Boże jest pochodnią naszym nogom. Dzień zaświta, jutrzenka przychodzi. Z tym was zostawiam. I przyjdzie dzień, kiedy bracie Jurku, bracia, przyjaciele moi kochani, zacznie się nowa rocznica. Lepsza rocznica. Rocznica, kiedy miliony w białych szatach zaśpiewają pieśń. Rocznica, jakiej nie widzieliście, rocznica, przy której nie trzeba będzie otwierać okien na oścież, żeby nie było duszno, rocznica, przy której już nie trzeba będzie zapraszać chóru z Wisły, bo tam będą ze wszystkimi innymi chórami śpiewać. Rocznica, kiedy nie będą was boleć kości od siedzenia, rocznica, kiedy nie będą wam cierpnąć nogi ani ręce, rocznica, kiedy nie będziecie musieli poprawiać sobie okularów, żeby przeczytać, co ja czytam, bo Słowo będzie lśniło przed nami. Niech was Bóg błogosławi moi przyjaciele, bracia i siostry. Amen.

—–
Kazanie to zostało wygłoszone dnia 11 sierpnia 2002 w zborze wendryńskim (Czechy)
(c) 2002 Mirosław Kulec
Korekta gramatyczna: Izabela Turtoń
Przygotowanie kazania: Grzegorz Bielachowicz
Kopiowanie i rozprowadzanie niniejszego kazania jest dozwolone bez ograniczeń.

*Kazanie publikujemy za zgodą autora.