Świadectwo nawrócenia – Anna

Gdy pewnego dnia spotkałam na ulicy tę kobietę, nie zdawałam sobie sprawy, że jest to przełomowy moment w moim monotonnym życiu. Na ogół szczęście kojarzy się ludziom z młodością, lecz ja dopiero w dojrzałym wieku stałam się najszczęśliwszą na świecie. Moje życie zaczęło się całkiem zwyczajnie.

Urodziłam się w tradycyjnej rodzinie robotniczej. Odebrałam religijne wychowanie, uczęszczałam na mszę i podchodziłam do komunii. Stając się już dorosłą kobietą coraz rzadziej chodziłam do kościoła, Bóg stopniowo był odsuwany na dalszy plan mego życia. Moim udziałem stał się grzech, samotność i pustka. Tak się złożyło, że zostałam sama z synem, a moje życie było przepełnione obowiązkami zawodowymi, nauką i domem. Przepracowałam w przedszkolu ponad 38 lat i zdałam sobie sprawę, że czas mojego życia przeminął bezpowrotnie. Przeszłam na emeryturę i miałam więcej czasu by się nad sobą zastanowić. Zauważyłam beznadziejność, gdy zdałam sobie sprawę, że nie mam się do kogo zwrócić o pomoc.

Zaczęłam myśleć o Bogu, sięgnęłam po Słowo Boże. Zaczęłam szukać bliskości z Nim. Bóg odpowiedział na moje modlitwy dotyczące Jego prowadzenia. Mówiłam do Niego: „Boże daj mi serce takie bym mogła zrozumieć Twoje pełne miłości wezwanie i odpowiedzieć na nie, by kiedyś przystąpić do Twojego ołtarza, pomóż mi Boże”. Mój dobry Bóg coraz bardziej objawiał mi swoją prawdę, a szczególnie wskazał mi Ewangelię Jana. Zrozumiałam, że zbawienie jest sprawą osobistą między Bogiem a każdym człowiekiem i nie zależy od nas. Dowiedziałam się, że odkupienie z mojego grzechu mogę osiągnąć tylko przez najświętszą krew Jezusa Chrystusa, bo tylko ona ma moc zbawić moją duszę. Odtąd jeszcze gorliwiej szukałam prawd Bożych.

W tym czasie wyszłam za mąż mając 56 lat. Bóg dał mi dobrego męża wynagradzając w ten sposób lata spędzone w samotności, ale miał dla mnie coś jeszcze wspanialszego. Pewnego dnia poznałam na ulicy przypadkową kobietę, która mówiła mi o Bogu i zaprosiła mnie i męża do swego kościoła w Zielonej Górze. Nie od razu przyjęłam zaproszenie, ale w końcu się tam znalazłam. Będąc pierwszy raz na zgromadzeniu zielonoświątkowym, poczułam się ogromnie zaskoczona. Wszystko było dla mnie nowe i zupełnie inne, niż to do czego byłam przyzwyczajona. Zaskoczyły mnie „głośne modlitwy” i piękne pieśni, odczułam w moim sercu, że Ci ludzie naprawdę chwalą Boga z miłością, oddaniem i ufnością. Nie potrafiłam się modlić tak jak oni. Prosiłam z głębi serca: „Weź mnie Boże i poprowadź. Pomóż bym mogła Cię kochać całym moim sercem”.

Od tej pory systematycznie uczęszczałam do tego kościoła, karmiąc się żywym Słowem Bożym i wzrastając w poznaniu Jego prawd. Zrozumiałam, że tylko Jezus który mówi: „Ja jestem zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy choćby i umarł żyć będzie i nie umrze na wieki” (Ew. Jana 11: 25,26), może mnie zbawić. Uczę się kochać mojego Zbawiciela, rozmawiać z Nim w modlitwie i ufam Mu we wszystkim. Jestem pewna, że mój dobry Bóg jest ze mną, i że z każdym problemem mogę przyjść do Niego, a on zatroszczy się o jego rozwiązanie.

Pewnego razu odczułam, ze narodziłam się na nowo. To była piękna chwila, bo Jezus wszedł do mojego serca, a ja odczułam Jego cudowne dotknięcie. Wtedy Go uwielbiłam i wyznałam Mu wszystkie moje grzechy, które popełniłam. Jezus cudownie mnie oczyścił i wlał do mojego serca cudowną miłość Bożą. Przyjęłam chrzest wodny 26.01.1992r., który całkowicie odmienił mnie i stałam się nowym człowiekiem, nowym stworzeniem, dzieckiem Bożym w którym zamieszkał mój Zbawiciel.

Wiem, że to spotkanie kobiety, która jest teraz moją siostrą w Chrystusie wcale nie było przypadkowe. To mój Bóg wszystko zaplanował, gdyż w ten sposób chciał się ze mną spotkać. Jestem wdzięczna mojemu Bogu za to, że wskazał mi nową drogę i nowe życie w Jezusie Chrystusie. Mój mąż po półrocznym okresie od mojego chrztu także zdecydował się na zanurzenie w wodzie jako akt nowonarodzenia i przynależenia do ciała Chrystusowego. Miał wtedy 68 lat. W tej chwili jestem znowu sama, gdyż Bóg powołał mojego męża do siebie i wiem, że jest teraz między zbawionymi. Ja w dalszym ciągu ufam Jezusowi i powołuję się na słowa Biblii: „Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym” (Objawienie 2:7). Tak mówi Jezus, a ja Mu wierzę, bo Bóg nie jest kłamcą. Stwierdziłam, że w trudnych chwilach naszego życia możemy zwrócić się do Boga, a On nas nie odrzuci.

Dzięki Ci Boże za wszystko. Amen.