Świadectwo – Wanda

„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg (…)” – jest to prawda mojego życia. Wiele razy w różnych wydarzeniach widziałam rękę Pana. Opiszę jedno z nich.

Mieszkaliśmy z mężem i córkami w jedno-pokojowym mieszkaniu, dość daleko od zboru (na pieszo ok. 45min.). Z jednym dzieckiem mieszkało nam się tam całkiem dobrze, ale gdy urodziła się młodsza córka zaczęło się robić trochę ciasno. Od czasu do czasu nachodziła nas myśl o zmianie mieszkania, ale nie mieliśmy pieniędzy i byliśmy przywiązani do tego „gniazdka” – tu obie nasze córeczki wrzeszczały po nocach, tu stawiały pierwsze kroki, miały koleżanki… Jednak młodsza zaczęła nam chorować, winien temu był w dużym stopniu mikroklimat mieszkania – cztery osoby w jednym pokoju, brak możliwości zrobienia przeciągu i porządnego przewietrzenia, no i mieszkanie na IV piętrze – pod dachem. Mała ciągle się pociła i było jej duszno, w końcu wylądowała w szpitalu z zapaleniem krtani i tchawicy – dusiła się. Na szczęście Pan sprawił, że lekarze zdążyli podać jej leki pomagające w oddychaniu. Musiała zostać przez tydzień w szpitalu, ale dzięki Bogu, mogłam zostać z nią. To był wrzesień 2001 roku. Wcześniej tego miesiąca mieliśmy wypadek samochodowy – samochód poszedł do kasacji, ale Pan chronił nas i nikomu z naszej czwórki nic się nie stało.

Dojrzeliśmy jednak do decyzji – do zboru mieliśmy daleko, dziecko chorowało, w mieszkaniu ciasno. Niestety od pół roku szukaliśmy kupca na naszą kawalerkę. Bezskutecznie. Ale kiedy byłam z córką w szpitalu, mąż w ciągu tygodnia znalazł kupca na mieszkanie. Wierzę, że to sam Pan go do nas przysłał. Nie wszystko mu się podobało, marudził, ale kupił! A zaraz potem (musieliśmy się od razu wyprowadzić) Pan dał nam mieszkanie będące dokładną odpowiedzią na nasze modlitwy:
– blisko zboru (ok.10min.),
– trzy pokoje, chłodne (parter), „na przestrzał” (można robić przeciągi),
– bardzo blisko szkoły podstawowej i kilku przedszkoli oraz sklepów,
– w tym samym bloku, w którym nadal mieszkają moi Rodzice (wspaniała pomoc, gdy trzeba gdzieś na chwilę wyskoczyć i zostawić dzieci),
– dokładnie ze tyle pieniędzy, ile mieliśmy (sprzedaliśmy kawalerkę i wystarczyło dołożyć małą kwotę, którą udało nam się wcześniej zaoszczędzić).
Bracia ze zboru pomogli nam w przeprowadzce. I Boże Narodzenie spędzaliśmy już w tym „prezencie” od Pana. Chwała Mu za to! Najwspanialsze w chodzeniu z Panem jest właśnie to, że w wielkich rzeczach i całkiem drobnych sprawach widać Jego troskę i miłość. Jego ojcowskie, kochające serce.

„Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy Go proszą”. (ew. Mateusza 7:11)

Dziękuję Ci, Ojcze!