Cud Boży

Luty 2016 r.

Mam na imię Edward, ze zborem EMAUS jestem związany od najmłodszych lat.
Moją pasją od młodości jest muzyka. Zawsze angażowałem się w życie zboru. Mam troje dzieci, które poznały Jezusa i prowadzą już dorosłe życie w swoich Rodzinach. Ja angażowałem się głównie w chórze gospel, a w ostatnich kilkunastu latach śpiewałem w grupie uwielbiającej. Nigdy nie leczyłem się na żadną chorobę.
W 2013r. podczas badań okresowych stwierdzono u mnie zaburzenie równowagi. Lekarz neurochirurg potwierdził to i skierował mnie na tomografię komputerową głowy. Jej wynik był dla mnie szokujący. Obraz pokazał w części skroniowo, ciemieniowo potylicznej mózgu – nowotwór wielkości kurzego jajka.
Wkrótce 26.04.2013r. przeszedłem pierwszą operację trwającą 5 i pół godz. Neurochirurg uświadomił moją żonę o zagrożeniach i możliwych następstwach po operacji. Histopatologia wykazała, że jest to glejak wielopostaciowy 4 stopnia złośliwości wg WHO. Operację zniosłem dobrze. 5 dni byłem na OIO M, a po 7 opuściłem szpital.
Muszę dodać, że operujący lekarz poinformował żonę, że tego typu przypadki, tylko 10% pacjentów przeżywa dłużej niż 1 rok. Ja dowiedziałem się o tym po blisko 3 latach. Po kolejnej tomografii, konieczna okazała się reoperacja dla usunięcia resztek guza. Byłem tym trochę zmartwiony, bo głowa się ładnie zagoiła.
Druga operacja miała miejsce 04.07.2013r. Ważne jest to, że moje psychiczne podejście do choroby było prawidłowe – miałem pełną ufność w Bożą ochronę. Dodam też, że o powodzenie obu operacji modliło się wiele zborów, kongres Kościoła w Dziwnówku a przede wszystkim mój zbór EMAUS. Jesienią tego samego roku przeszedłem 6-tygodniową radioterapię i chemioterapię (doustną). Podczas tej kuracji brałem sterydy – byłem przez to pobudzony i przybyłem na wadze.
Dodam, że w czasie brania sterydów i jakiś czas po zakończeniu, pewne moje zachowania były jakby poza moją wolą, co wynikało z mojej choroby. Końcowym etapem dotychczasowego leczenia była monoterapia, trwająca 6 miesięcy od 01-06-2014r. W jej wyniku resztka nowotworu zmalała do wymiaru 8×11 mm. Wymiar ten nie zmienia się przez blisko 2 lata.
Skutkiem choroby jest m. in. to, że mam zaburzenie równowagi; pogorszenie pamięci krótkotrwałej; nierozpoznawanie osób, poznanych niedawno; potrzeba więcej snu także w dzień; również inne problemy.
Mimo tego że moje życie zostało w pewien sposób zmienione i ograniczone cała moja nadzieja i ufność są w Jezusie Chrystusie. To, że żyję już prawie 3 lata po tak ciężkich operacjach jest dla mnie cudem Bożym.
Jestem bardzo wdzięczny mojej żonie, za jej wsparcie, wiele cierpliwości i troski. Dziękuję wszystkim za modlitwy i odwiedziny w szpitalu. Moim zamiarem jest cieszyć się każdym dniem i dobrze wykorzystać resztę życia.