Świadectwo nawrócenia – Ewa

Urodziłam się w normalnej, kochającej się rodzinie. Byłam zwyczajnym dzieckiem, które nie sprawiało większych problemów w domu czy szkole. Wychowana zostałam w wierze katolickiej, jednak moi rodzice nie byli zbytnio przywiązani do religii. Mimo braku nacisku z ich strony, często się modliłam, chodziłam do spowiedzi, regularnie przystępowałam do Komunii. Mój związek z kościołem rozluźnił się w czasie przygotowań do bierzmowania.

W nastoletnim wieku zaczęłam mieć problemy ze strachem. Nie mogłam zasnąć w nocy, czułam, jakby ktoś za mną stał, miałam różne paranoje. Kilka razy zdarzyło mi się wyjść z ciała (tzw. OOBE – out of body expirience). Wielu ludzi stosuje różne techniki, żeby taki stan osiągnąć – u mnie to stawało się samoistnie i były to najbardziej przerażające przeżycia, jakich kiedykolwiek doświadczyłam. Starałam się zasnąć, kiedy jeszcze inni domownicy byli na nogach, bo później stawało się to koszmarem. W wakacje czytałam książki do świtu i zasypiałam dopiero nad ranem. Stany lękowe nie pozwalały mi zmrużyć oczu. Do tych wszystkich lęków doszły inne problemy: trudności w szkole, bunt, grzechy, niezdrowe relacje. Nigdy nie stwierdziłam, że Boga nie ma. Wiedziałam, że On jest. Chciałam się do niego zbliżyć, ale nie wiedziałam jak. Moje samodzielne próby zmiany stylu życia były bezskuteczne.

Sytuacja zaczęła ulegać zmianie, kiedy w liceum koleżanka z klasy zaczęła mówić mi o Bogu. Dzięki niej nawrócił się nasz wspólny kolega – widziałam jak jego życie się zmieniło. Przestał być ponury i przygnębiony. Z dnia na dzień rzucił palenie. Widać było w nim życie. Książki o magii, którą się fascynował, zostały całkowicie wyparte przez Biblię. Widziałam szczerość w zachowaniach tej dwójki. Nie robili niczego na pokaz, nie byli fałszywie pobożni. Nie tylko mówili o Jezusie, ale stali murem za tym, w co wierzą i potwierdzali to czynami. Czasem były to pozornie małe rzeczy, np. postanowienie, że nie będą ściągać na sprawdzianach, co dla mnie było wyczynem wręcz bohaterskim. 🙂

Zauważyłam, że kiedy modlą się, mówią „w Imieniu Jezusa”. Pomyślałam, że może to pomoże mi w moich nocnych udrękach. Pewnego wieczoru pomodliłam się mniej więcej tak: „niech ten strach odejdzie w Imieniu Jezusa Chrystusa” i od tej nocy po prostu przestałam się bać, pierwszy raz od dawna zasnęłam jak dziecko.

Nie wszystkie moje problemy skończyły się w tamtym momencie. Żyłam dalej byle jak. Celem mojego życia na tamtą chwilę było bycie fajną, lubianą i podziwianą. Na jednej z imprez przesadziłam z alkoholem i urwał mi się film. Później musiałam się dowiadywać od innych co robiłam. Mimo, że nie stało się nic strasznego, to uświadomiłam sobie, że mogłam wtedy zrobić wszystko. Gdy kolejnego ranka jechałam do szkoły autobusem, z przygnębiającą muzyką w słuchawkach, przepełniona wstydem i wstrętem do samej siebie, coś we mnie pękło. Miałam już dosyć samej siebie, byłam załamana moimi wyborami życiowymi, zachowaniem i brakiem sił, aby to wszystko jakoś poukładać. Wiedziałam, że już nie chcę i nie mogę dłużej tak żyć. Zdecydowałam się, że chcę całkowicie oddać moje życie Jezusowi Chrystusowi.

Od tego momentu zaczęło być już tylko lepiej. Dostałam niesamowitą pomoc z nieba. Rzeczy, z którymi starałam się skończyć, po prostu przestały mnie pociągać. Jezus mi pomagał we wszystkim i do dziś tak jest. Mimo problemów, mimo chorób, mimo różnych słabości, mimo tego, że nie zawsze jest kolorowo, mam nieopisany pokój w sercu. Tak bardzo się cieszę, że poznałam Tego, który stworzył cały świat. Który jest tak dobry, pełen przebaczenia, miłości i poświęcenia, że opuścił niebo i przyszedł na ten świat jako człowiek. Umarł za całą ludzkość, żebyśmy mogli mieć zbawienie. Dzięki Niemu mam nadzieję, której nikt nie może mi odebrać. Dzięki Niemu nie boję się tego, co przyniesie życie, nie boję się też śmierci, bo wiem, że się z Nim spotkam.

Ewa, 26 lat (2016 r.)