Świadectwo nawrócenia – Stanisław

Wychowałem się w tradycyjnej, katolickiej rodzinie. Wszyscy chodziliśmy do kościoła, jednak w naszym życiu kierowaliśmy się głównie rozumem i tradycją, a nie szczerą i głęboką wiarą. Pamiętam jak moja matka powtarzała, żeby się bać Boga – tę prawdę przyjąłem, chociaż niestety nie znajdowało to odzwierciedlenia w mojej codzienności. Z biegiem lat popełniałem coraz więcej błędów, ponieważ byłem człowiekiem porywczym i niecierpliwym. Mój charakter i postępowanie były powodem cierpienia dla mnie oraz innych osób, ale nie potrafiłem niczego zmienić. Teraz wierzę w to, że Bóg widział moje serce i dlatego niejednokrotnie mnie uratował, wybawił od wielu tragedii i zachował do momentu nawrócenia.

Bardzo wcześnie zacząłem pracować i obracać się w towarzystwie ludzi, którzy „nauczyli” mnie pić. Ciągle podejmowałem próby ustabilizowania życia, niestety nieudolne. Pracowałem ciężko i sumiennie, ale jednocześnie nadużywałem alkoholu i wchodziłem w kolizję z prawem. Trwało to do 40 roku życia. Pewnego dnia stanęła przede mną moja najmłodsza siostra i na widok pijanego brata zaczęła strasznie płakać. To wydarzenie bardzo mocno mną wstrząsnęło. Było mi żal siostry i dlatego obiecałem jej, że nigdy więcej nie zobaczy mnie w takim stanie. Dotrzymałem słowa i całkowicie odstawiłem alkohol. Nie piję do dnia dzisiejszego. Wierzę, że w tamtym momencie Bóg użył mojej siostry, abym się opamiętał. Często stawia On na naszej drodze ludzi, którzy mogą zmienić nasze dotychczasowe życie.

Zacząłem myśleć, że jestem na dobrej drodze do normalności. Jednak w 41 roku mojego życia pojawiły się napady silnego bólu u nasady nosa. Czułem się tak jakby ktoś wbijał gorącą szpilkę głęboko w moje ciało. Na początku ból trwał kilka lub kilkanaście sekund, ale to wystarczało, aby mnie na dłuższą chwilę unieruchomić. Był gwałtowny, a jego częstotliwość na przestrzeni wielu lat ulegała zmianie. Z biegiem czasu ból nasilał się przy każdej zmianie pozycji ciała – wstawaniu, siadaniu czy kładzeniu się, podczas gwałtowniejszych ruchów oraz przy zmianach temperatury (np. wchodzeniu z mrozu do ciepłego pomieszczenia). Miałem także problemy ze snem, nie byłem w stanie spać ani na plecach ani na prawym boku. Mimo tych dolegliwości musiałem cały czas ciężko pracować, od rana do wieczora. Przyczyna bólu przez całe lata pozostawała nieznana. Zacząłem odwiedzać lekarzy różnych specjalizacji, wykonywałem wiele badań i prześwietleń, tracąc przy tym dużo nerwów oraz pieniędzy. W końcu trafiłem do neurologa, który stwierdził stan zapalny nerwu trójdzielnego.

Po postawieniu diagnozy zacząłem brać leki. Najpierw była to jedna tabletka każdego dnia, jednak takie leczenie nie przynosiło efektów. Zalecana dawka stopniowo wzrastała, dochodziły kolejne leki, w tym psychotropowy. Miały one na mnie bardzo negatywny wpływ; bałem się, że długo nie wytrzymam tego stanu. Po zażyciu tabletek na noc po prostu padałem i zasypiałem, a rano ledwo dochodziłem do siebie. Przez cały ten czas pracowałem, latami bez urlopu – byłem kierowcą samochodu ciężarowego, codziennie ładowałem i rozładowywałem kilka ton towaru. Poza złym stanem fizycznym przeszedłem także załamanie psychiczne ze względu na stratę bardzo bliskiej osoby w tragicznym wypadku. Czułem, że w tej sytuacji nie mam w nikim oparcia i wtedy zawołałem do Boga, pytając dlaczego to nie ja zginąłem. Byłem pewien, że to mnie należała się kara za całe zło, które czyniłem. Dziś już nie zadaję pytania „dlaczego?”, bo to Pan Bóg wie wszystko.

Mój organizm zaczął słabnąć, ledwo chodziłem i myślałem, że to już koniec mojego życia. Ciągle brałem leki, ale zmniejszyłem ich dawkę i odstawiłem psychotropy. Za wszelką cenę chciałem wytrzymać jak najdłużej przy życiu ze względu na moje córki Anię i Ewę – aby mogły dorosnąć i wykształcić się. To był mój cel.

Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy Ewa przyjęła Pana Jezusa do swojego życia. Później nawróciła się Ania, a ja otrzymałem Pismo Święte i czytałem je. Bywałem także na nabożeństwach, najpierw od czasu do czasu, a potem regularnie. Dokładnie pamiętam jak któregoś dnia przyszła do mnie Ewa i zapytała: „Tato, czy przyjmiesz Jezusa do swojego serca?”. Odpowiedziałem, że tak. Po modlitwie o przyjęcie mojego Pana i Zbawiciela modliliśmy się również o uzdrowienie. Doznałem wtedy tak wielkiej radości, że trudno to opisać. To była ogromna euforia, chciałem się śmiać, skakać. W tamtym momencie Bóg mnie całkowicie uzdrowił, zabrał ode mnie ból nerwu oraz inne dolegliwości: bóle głowy, w prawym ramieniu, w prawej nodze. Od tamtego dnia minęło pięć lat.

Dwa lata temu przyjąłem chrzest wodny, a rok temu uczyniła to także moja żona. Razem z żoną oraz córkami należymy do zboru Emaus, z czego się bardzo cieszę, ponieważ tutaj zbliżam się do Pana Jezusa i mam relację z wieloma wierzącymi ludźmi. Codziennie czytam Biblię i modlę się do Jezusa, który zmienił moje nawyki, przyzwyczajenia, charakter. To On przez swoją łaskę dał mi wiarę i pokorę oraz miłość do Pana Boga i ludzi.

Stanisław, 71 lat (2016 r.)